Polska ma problem ze ściekami. Eksperci alarmują o ogromnej skali zanieczyszczeń

ścieki
Pod względem gospodarki ściekowej Polska wypada najgorzej spośród państw bałtyckich Źródło zdjęcia: Pixabay


Polska ma najniższy poziom podłączenia mieszkańców do kanalizacji spośród państw basenu Morza Bałtyckiego. Według najnowszego raportu nawet 80-90 proc. ścieków z szamb i przydomowych oczyszczalni nie trafia do oczyszczalni, lecz do gleby, wód gruntowych i rzek, a ostatecznie do Bałtyku.

Mówi:Marcin Kotlarek
Funkcja:prezes
Firma:fundacja Race for the Batlic

Choć w Polsce działa około 2,5 mln szamb i przydomowych oczyszczalni ścieków, zdecydowana większość nieczystości z tych instalacji nie jest właściwie zagospodarowywana. Jak wynika z raportu Fundacji Race For The Baltic i Agencji Wspierania Ochrony Środowiska, do środowiska może trafiać nawet 200 mln m³ ścieków rocznie. To objętość odpowiadająca jednej trzeciej jeziora Śniardwy i jeden z głównych czynników pogarszających stan Morza Bałtyckiego.

Morze Bałtyckie należy do najbardziej wrażliwych akwenów na świecie. Wymiana jego wód trwa około 30 lat, dlatego zanieczyszczenia, które do niego trafiają, pozostają w ekosystemie przez dekady.

– Morze Bałtyckie to ekosystem, który wymienia wodę raz na 30 lat, więc to, co do niego trafia, pozostaje tam przez dekady i bardzo trudno podlega procesowi regeneracji. W związku z tym to, co możemy zrobić tu i teraz, co jest w naszej mocy, to przede wszystkim zredukowanie zanieczyszczeń, które spływają z lądu. To jest praca u źródeł, jak np. zapewnienie dobrych praktyk przeładunku w portach, zabezpieczenie odpadów przy produkcji nawozów, dobra praktyka nawożenia w rolnictwie, a także gospodarka ściekowa – mówi agencji Newseria Marcin Kotlarek, prezes Fundacji Race for the Baltic.

Polska odstaje od pozostałych krajów regionu

Autorzy raportu wskazują, że ścieki odpowiadają za około 35 proc. ładunku fosforu trafiającego każdego roku do Morza Bałtyckiego. To właśnie fosfor jest jednym z głównych czynników odpowiedzialnych za eutrofizację akwenu, powodując zakwity glonów i sinic oraz powstawanie stref ubogich w tlen.

Problem wynika przede wszystkim ze specyfiki polskiej gospodarki ściekowej. Poziom zgodności z unijną dyrektywą ściekową wynosi w Polsce 70–77 proc., podczas gdy w pozostałych krajach nadbałtyckich sięga od 96 do 100 proc.

– W Polsce 1/4 ludzi nie ma podłączenia do sieci kanalizacji. To 10 mln osób mieszkających w domach, w których jest albo szambo, albo przydomowa oczyszczalnia ścieków. W Polsce mamy ponad 2,1 mln szamb zarejestrowanych, ponad 200 tys. niezarejestrowanych, będących w szarej strefie, i dodatkowo 500 tys. przydomowych oczyszczalni ścieków – wylicza Marcin Kotlarek. – Poziom 72 proc. przyłączenia do sieci kanalizacyjnej nie jest zły sam w sobie. Nie zawsze jest sens ekonomiczny, żeby podłączać każdą wieś, każde domostwo do kanalizacji. Problemem jest to, w jaki sposób ludzie obchodzą się z szambami i przydomowymi oczyszczalniami ścieków.

Większość ścieków nie trafia do oczyszczalni

Z danych GUS przytoczonych w raporcie wynika, że w 2024 roku odebrano w Polsce 45 mln m³ nieczystości ciekłych. Tymczasem, według szacunków autorów opracowania, do oczyszczalni powinno trafić ponad 250–300 mln m³.

– Oznacza to, że 80–90 proc. ścieków nie trafia do oczyszczalni. To jest 200 mln m³, a dla porównania Śniardwy, największe jezioro w Polsce, mają 600 mln m³. Czyli co roku ścieki o objętości 1/3 jeziora Śniardwy trafiają do gruntów, wód gruntowych czy jezior. To olbrzymia skala – podkreśla prezes Fundacji Race for the Baltic.

Zagrożenie dla środowiska i zdrowia

Skutki niewłaściwego gospodarowania ściekami odczuwalne są nie tylko nad Bałtykiem, ale również lokalnie. Helena Goderska, dyrektorka Biura Realizacji Projektów w Agencji Wspierania Ochrony Środowiska, wskazuje, że w województwie podkarpackim do środowiska może trafiać nawet ponad 95 proc. ścieków z indywidualnych systemów odprowadzania nieczystości. To około 13,7 mln m³ rocznie – niemal dwukrotnie więcej niż ilość ścieków, która trafiła do Wisły podczas awarii oczyszczalni „Czajka” w Warszawie.

Eksperci ostrzegają, że nieszczelne szamba oraz nielegalne zrzuty ścieków do rowów melioracyjnych czy bezpośrednio do gruntu prowadzą do skażenia gleby i wód gruntowych bakteriami oraz substancjami chemicznymi, które mogą przedostawać się do ujęć wody pitnej.

– To ma wpływ na zdrowie publiczne. Ostatnio przypominam sobie Olecko, gdzie przez kilka dni nie było dostępu do wody, bo nastąpiło zatrucie bakteriami coli w lokalnych wodociągach. Dodatkowo ludzie też cierpią lokalnie, bo cieknące szamba zatruwają wodę w studniach, skąd na terenach wiejskich często jest pobierana woda – mówi Marcin Kotlarek.

Problemem są nie tylko instalacje, ale i nadzór

Autorzy raportu wskazują, że przyczyn problemu jest kilka. To przede wszystkim zły stan techniczny wielu szamb i przydomowych oczyszczalni, ich niewłaściwa eksploatacja oraz nieregularne opróżnianie zbiorników. Istotnym problemem pozostaje również niewystarczający nadzór ze strony samorządów.

– Po pierwsze, gminy bardzo często nie mają określonych jednolitych standardów. W niektórych wytyczne określają wywóz szamba wtedy, kiedy się przepełni, a w innych raz na kwartał. Są to często bardzo płynne, nomen omen, standardy – mówi prezes fundacji. – Po drugie, aż 2/3 gmin nie ma systemów informatycznych, które pozwalałyby im monitorować to, jak często poszczególne gospodarstwa domowe wywożą ścieki do oczyszczalni. To jest bardzo proste do zmierzenia, monitorowania i raportowania. Gminy powinny tworzyć precyzyjne, dobre regulaminy, monitorować, nadzorować to, jak często gospodarstwa domowe wywożą ścieki, i dbać o przyłączenie do kanalizacji tam, gdzie jest wyznaczona aglomeracja. To są obowiązki gmin, które dzisiaj często nie są spełniane.

Zdaniem autorów raportu niewystarczający jest również nadzór nad samymi gminami.

– Tylko 20 proc. gmin rocznie jest kontrolowanych przez WIOŚ – podkreśla Marcin Kotlarek.

Eksperci zaznaczają, że nieodbierane ścieki stanowią jedno z najpoważniejszych wyzwań środowiskowych w Polsce. Na problem zwraca uwagę kampania edukacyjna „Widzisz sinice?”, realizowana przez Fundację Race for the Baltic w ramach projektu „Bałtyk zaczyna się na lądzie”, której celem jest pokazanie, że decyzje podejmowane daleko od wybrzeża mają bezpośredni wpływ na stan jednego z najbardziej wrażliwych mórz świata.

Xródło: Newseria

Google News

Bądź na bieżąco. Obserwuj nas w Google News!

Może Cię zainteresować

Komentarze

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Odpady w Nowej Gospodarce

Nowe w kategorii

Wesprzyj nas!

Dołącz do społeczności ekoetos.pl i wspieraj naszą misję! Dzięki Twojemu wsparciu będziemy mogli tworzyć jeszcze więcej wartościowych treści i rozwijać nowe funkcjonalności portalu. Dziękujemy!
Postaw nam kawę na buycoffee.to

Bądź na bieżąco!

Nie lubisz spamu? Świetnie! My gramy czysto. Cenimy Twój czas i nie zasypiemy Cię nieistotnymi wiadomościami.
Zapisz się do newslettera i bądź krok przed innymi!
Polska ma problem ze ściekami. Eksperci alarmują o ogromnej skali zanieczyszczeń | ekoetos.pl