Powszechne zastosowanie, brak wiedzy o poprawnym pozbywaniu się elektroodpadów, lenistwo – to ważne czynniki skutkujące nieprawidłowym pozbywaniem się baterii Li-Ion, czyli akumulatorów litowo-jonowych. Tymczasem źle wyrzucane coraz częściej stają się przyczyną pożarów. Stąd pomysł Grupy Biosystem na kampanię „Czy zużyte baterie Li-Ion mogą zaatakować?”, która rozpoczęła się 21 października.
Zużyte ogniwa to odpady niebezpieczne, a moment ich wyrzucenia to dopiero początek szeregu działań i procesów. Prawidłowy recykling baterii zapobiega przedostawaniu się toksycznych i rakotwórczych substancji do środowiska naturalnego, pozwala odzyskać cenne surowce oraz eliminuje zagrożenia pożarowe – podał Biosystem.
Przed rozpoczęciem akcji „Czy zużyte baterie Li-Ion mogą zaatakować?” miała miejsce ankieta której głównym celem było zdiagnozowanie znajomości zasad postępowania ze zużytą, bezprzewodową elektroniką oraz wiedza na temat baterii litowo-jonowych.
Według informacji podanej przez Grupę Biosystem badania wykazały, że, problem zagrożeń stwarzanych przez baterie litowo-jonowe nie wynika wyłącznie z braku świadomości ich użytkowników. Część osób, pomimo posiadanej wiedzy o konsekwencjach, celowo wyrzuca zużyte baterie do niewłaściwych pojemników.
Wszystkich przenośnych baterii i akumulatorów – w tym litowo-jonowych – wprowadza się do obrotu w Unii Europejskiej ponad 230 tys. ton rocznie (nie licząc np. akumulatorów samochodowych). Z tego w UE zbierane i odzyskiwane jest następnie ok. 50 proc., a w Polsce – ok. 65 proc. – wyjaśnił Wiceprezes Biosystem Henryk Buczak w rozmowie z PAP.
W tej samej rozmowie Buczak wyjaśnił zagrożenia wynikające ze złej segregacji odpadów. – Jeżeli [bateria] trafi ona na linię sortowniczą dla plastikowych odpadów, czyli linię mechaniczną, bateria może łatwo ulec zgnieceniu lub mocnemu ściśnięciu, a wtedy natychmiast się zapala.
– Niewielka bateria może stać się zapalnikiem poważnego pożaru. Wśród łatwopalnych odpadów z tworzyw sztucznych nawet niewielkie źródło ciepła może doprowadzić do gwałtownego rozprzestrzenienia się ognia, który trudno opanować – powiedział Henryk Buczak dla PAP.
Źródła:












