Politechnika Śląska nie chce współpracy z fiakrami z Morskiego Oka

Politechnika Śląska
Naukowcy z Politechniki Śląskiej dokonywali na trasie pomiarów przeciążeń, jakim poddawane są konie na trasie do Morskiego Oka Źródło grafiki: Fundacja Viva!


Kiedy nauka romansuje z prywatnym biznesem, efekty mogą
szkodzić zwierzętom – alarmowała Fundacja Viva! w sprawie naukowców Politechniki Śląskiej, wykonujących badania przeciążeń koni dla fiakrów z Morskiego Oka. Teraz uczelnia odcina się od tej inicjatywy i apeluje do swoich pracowników o zaniechanie tej współpracy.

Kontrowersyjną współpracę ogłosili kilka tygodni temu prywatni przedsiębiorcy, wykorzystujący konie do pracy na trasie do Morskiego Oka. Naukowcy z Politechniki Śląskiej dokonywali na trasie pomiarów przeciążeń, jakim poddawane są konie na trasie do Morskiego Oka.

– Już po obejrzeniu filmów wiedzieliśmy, że te badania nie będą wiarygodne – tłumaczy Anna Plaszczyk, koordynatorka akcji ratowania koni z Morskiego Oka Fundacji Viva!.

– Dostrzegliśmy liczne błędy układu pomiarowego i założeń tego eksperymentu. Miałam takie wrażenie, że wszystko po to, by udowodnić, że konie pracują w granicy normy, bo przecież te badania zlecili fiakrzy. A im, w mojej opinii, od lat nie zależy na prawdzie, ale na utrzymaniu tego intratnego, choć nieetycznego biznesu – tłumaczy.

Okazja do obnażenia błędów pojawiła się już kilka dni później. Adwokatka Vivy!, Katarzyna Topczewska, została zaproszona do programu „Pytanie na śniadanie” TVP, w którym naukowiec z Politechniki Śląskiej i prezes fiakierskiego stowarzyszenia mieli opowiadać o pierwszych wynikach.

– Bez zaskoczenia już na żywo, na antenie, przyjęłam informację, że badania wychodzą podobnie do tych sprzed 11 lat, które nie wykazały przeciążeń – tłumaczy mec. Katarzyna Topczewska.

– Ale z naszymi argumentami nie da się dyskutować. Do pomiarów wykorzystano najlżejszy wóz, ważący 650 kg. A najcięższy waży 810 kilo. Niestety, na tym nie koniec. Do tego eksperymentu przyjęto też znacznie zaniżoną wagę przeciętnego Polaka. Bo GUS podaje, że taka średnia waga to 83 kg, ale to waga Polaka bez ubrań i ekwipunku. A przecież to jasne, że nudyści na tych wozach nie siedzą. Ubrania i bagaże to może być od kilku do nawet kilkunastu kilogramów na osobę. Pominięto też dzieci i wózki, które też są przewożone niejako poza limitem dorosłych pasażerów. Pominięcie tych elementów to ewidentne działanie na szkodę zwierząt – tłumaczy.

Fundacja Viva! skierowała też do rektora Politechniki Śląskiej pismo z prośbą o spotkanie. Jednocześnie zaapelowała do Polek i Polaków, by również pisali do rektora e-maile, w obronie koni.

– W naszym piśmie zwracałam uwagę pana rektora na element żywy, czyli na konie – tłumaczy Plaszczyk. – Bo to właśnie o żywe istoty w tej całej układance chodzi. Naukowcy byli przekonani, że konstruując hybrydę konno-elektryczną pomogą koniom, zmniejszą przeciążenia i zapobiegną cierpieniu. Ale tu potrzeba wiedzy behawioralnej i lekarsko- weterynaryjnej. Bo hybryda nie sprawi, że konie nie będą pracowały na stromo nachylonej, twardej nawierzchni, która bardzo szybko niszczy ich nogi. Podobnie przy hybrydzie nie znikną podkowy z hacelami, zapobiegającymi ślizganiu się i przyspawanymi na stałe, które zmieniają biomechanikę ruchu i ustawienie kopyt. Taki pojazd nie zapobiegnie też stresowi pracy na zatłoczonej trasie. Ani tym bardziej nie zmieni skrajnie niekorzystnych warunków atmosferycznych, w których konie muszą ciągnąć te wielkie i ciężkie wozy – tłumaczy.

Politechnika Śląska odpowiedziała Vivie!, że jako instytucja badawcza nie była i nie jest zaangażowana we współpracę z prywatnymi przedsiębiorcami, wykorzystującymi konie do transportu turystów na trasie do Morskiego Oka. Podkreśliła, że nie miała wpływu na udział swoich pracowników w tym przedsięwzięciu. Cytując pismo do Vivy!:

Szanując argumenty przedstawione przez Fundację, w trosce o ochronę zwierząt, zwróciliśmy się do naszych naukowców, aby zaniechali kontynuowania wspomnianych badań.”

– To bardzo dobra decyzja – ocenia mec. Topczewska. – Wielokrotnie mieliśmy już do czynienia z badaniami naukowymi w różnych sferach wykorzystywania zwierząt, zlecanymi przez podmioty, które te zwierzęta wykorzystują. I nigdy taki „romans” nauki i biznesu nie stawał po stronie zwierząt i w ich interesie. A w interesie koni z Morskiego Oka jest likwidacja tego transportu, a nie jego trwanie w jakiejkolwiek formie – tłumaczy.​

Fundacja Viva! podkreśla, że 68% Polek i Polaków chce likwidacji transportu konnego do Morskiego Oka. I zaznacza, że już w 2014 roku zadeklarowała, że w przypadku likwidacji tego transportu przyjmie pod opiekę wszystkie konie z Morskiego Oka, które w wyniku tej likwidacji miałyby trafić do rzeźni. Tylko takie działanie przerwie spiralę cierpienia, kończącą się w rzeźni. Zgodnie z danymi Vivy! w ciągu 10 lat do rzeźni trafiło 61% koni wycofanych z pracy. Zwierzęta pracowały na trasie średnio 3 lata i były zabijane w wieku średnio 8 lat.

Źródło: Fundacja Viva!

Google News

Bądź na bieżąco. Obserwuj nas w Google News!

Może Cię zainteresować

Komentarze

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Politechnika Śląska nie chce współpracy z fiakrami z Morskiego Oka | ekoetos.pl