Wprowadzenie obiadu na bazie nasion roślin strączkowych do szkolnych i przedszkolnych stołówek aż dwie trzecie Polaków ocenia pozytywnie – wynika z badania przeprowadzonego we wrześniu przez Biostat. Taką opinię podzielają rwnież rodzice i pracownicy stołówek, którzy pierwsze tygodnie z nowym menu mają już za sobą.
Od 1 września w szkołach i przedszkolach obowiązują nowe zasady żywienia, w ramach których potrawy na bazie roślin strączkowych mają raz w tygodniu pojawiać się w szkolnym menu. Mimo że celem rozporządzenia Ministerstwa Zdrowia jest również ograniczenie ilości spożywanego cukru oraz większa rola warzyw, owoców i produktów pełnoziarnistych, to wokół strączków rozgorzała największa dyskusja.
Zmiany w stołówkach na tak
Zamiast bazować na temperaturze internetowych sporów, RoślinnieJemy sprawdziło, co naprawdę Polacy sądzą o ministerialnych zmianach. W badaniu opinii publicznej, przeprowadzonym przez Biostat, 66% ankietowanych pozytywnie oceniło wprowadzenie obiadu na bazie nasion roślin strączkowych. Przeciwnego zdania było zaledwie 11,3% pytanych.
Paweł Maciakowski, ojciec trójki dzieci z Gdańska, o zmianach dowiedział się po fakcie, ale wcale nie od swoich pociech. – Dla nich to był po prostu fajny obiad, a nie ewenement. Urozmaicenie menu szkolnego pełnowartościowym posiłkiem na bazie strączków uważam za świetny pomysł, a jak widać, dzieci już go zaakceptowały.
Zadowolona ze zmian jest również Anita, mama drugoklasisty z Częstochowy. – Jako rodzic uważam, że wprowadzone zmiany to ruch w dobrym kierunku. Jeśli dzieci od małego jedzą warzywa i próbują nowych smaków, to kasze czy strączki nie będą dla nich żadnym wyzwaniem. Wczoraj np mój 8-letni syn zachwalał zupę krem z dyni z pestkami, jak się okazało – na wywarze warzywnym.
Szkoły gotowe na strączki
– Przeglądając media społecznościowe, można odnieść wrażenie, że to rewolucyjna zmiana – mówi Alicja Bućko z RoślinnieJemy. – Skontaktowaliśmy się więc z wybranymi placówkami, żeby zapytać, jak to wygląda z ich perspektywy, i z odpowiedzi wyłania się zupełnie inny obraz.
Dietetyczka Grażyna Karczewska, współpracująca z wrocławskimi placówkami, mówi, że to nie jest dla nich nowość, bo przygotowywały już zróżnicowane wyżywienie. Sposób komponowania posiłków dla podopiecznych był odzwierciedleniem zasad wynikających z modelu Talerza Zdrowego Żywienia. Wśród przykładów wymienia: sos chili sin carne z fasolą, sos boloński z soczewicą czy gołąbki z nadzieniem ze strączków.
– Po zaznajomieniu się z nowymi wymogami postanowiłem przygotować testy moich propozycji dań roślinnych, którymi częstowałem cały personel szkoły, pracujący podczas wakacji. Zbierałem opinie, dzięki czemu niektóre dania mogłem jeszcze bardziej dopracować. Ostatecznie wybrałem kilkanaście propozycji z bazy swoich pomysłów, które po kolei wprowadzam do jadłospisów – tak przygotowanie do zmian opisuje Marcin Pajdowski, kucharz w Szkole Podstawowej nr 34 we Wrocławiu. – Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie dzień z kotletami sojowymi. Oddawanych posiłków było porównywalnie jak w dniu, kiedy podaję np. kotleta mielonego. Były dokładki, to znaczyło już dla mnie sporo. Niektórzy nawet myśleli, że to jest mięso! No i usłyszałem tego dnia sporo pochwał, że obiad jest pyszny, i pytania, czy to naprawdę jest tylko z roślin.
Dr dietetyki Paulina Ihnatowicz podkreśla, jak ważne jest pokazanie, że zdrowe jedzenie może być różnorodne i smaczne i że właśnie w takich codziennych, małych sytuacjach kształtują się późniejsze wybory żywieniowe. – Szkoła ma ogromny potencjał, żeby wspierać dzieci w budowaniu zdrowych nawyków. Dziecko obserwuje, co jedzą inni, poznaje nowe smaki, zapachy i konsystencje. Uczy się również tego, że posiłek może składać się z różnych produktów i że różnorodność jest czymś naturalnym. Fasola, soczewica, ciecierzyca czy groch są bardzo wartościowym elementem diety, ale jeśli dziecko przez kilkanaście lat praktycznie się z nimi nie spotyka, trudno oczekiwać, że nagle jako dorosły zacznie chętnie po nie sięgać.
– Dajmy im czas, aby nauczyły się nowych smaków – podsumowuje Marcin Pajdowski.
Obiad ze strączkami postrzegany jako pełnowartościowy
7 na 10 respondentów badania przeprowadzonego przez Biostat zgodziło się też ze stwierdzeniem, że obiad na bazie nasion roślin strączkowych może być tak samo pełnowartościowy jak ten z mięsem.
Alicja Baska, lekarka i specjalistka zdrowia publicznego oraz medycyny stylu życia, potwierdza, że nie ma powodów do obaw. – Strączki są źródłem białka, błonnika oraz wielu witamin i składników mineralnych, dostarczają także błonnika, folianów oraz składników mineralnych, takich jak żelazo, magnez, potas czy cynk – tłumaczy Baska. – Razem z kaszą, ryżem, makaronem lub ziemniakami, porcją warzyw i źródłem tłuszczu mogą być podstawą dobrze zbilansowanego posiłku, a ich obecność w jadłospisie pomaga zwiększać różnorodność diety i oswajać dzieci z nowymi produktami – dodaje.
Badanie zostało przeprowadzone na zlecenie RoślinnieJemy w dniach 2–7 września br.
Źródło: RoślinnieJemy












