Dwie aktywistki Fundacji Viva! otrzymały prywatny akt oskarżenia z art. 212 §2 kodeksu karnego po ujawnieniu danych o losie koni pracujących w centrum Krakowa. Organizacje społeczne alarmują, że sprawa nosi cechy pozwu typu SLAPP i może zagrażać wolności debaty publicznej w Polsce.
Dorożkarze kierują sprawę do sądu. Aktywistki: to próba uciszenia
Krakowscy dorożkarze złożyli prywatny akt oskarżenia przeciwko Annie Plaszczyk i Magdalenie Matulce z Fundacji Viva!. Zarzuty dotyczą opublikowania danych statystycznych o losie koni pracujących w centrum Krakowa w latach 2019–2022. Informacje te zostały opracowane na podstawie dokumentów urzędowych i OSINT.
Według aktywistek powodem oskarżenia nie są nieprawdziwe informacje, lecz fakty, które pokazują realne warunki pracy zwierząt. – Powodem aktu oskarżenia nie są kłamstwa czy kwestie dyskusyjne. „Zniesławiają” ich dane statystyczne i dowody naukowe – podkreśla Anna Plaszczyk.
Co ujawniły dane Fundacji Viva?
Z opublikowanych zestawień wynika m.in., że:
- w latach 2019–2022 pracowały 232 konie,
- los 223 udało się ustalić,
- 118 koni nie wróciło do pracy w kolejnym sezonie,
- 83 konie nie żyją (ok. 37%),
- 59 zwierząt zmarło lub trafiło do rzeźni w trakcie trzyletniego okresu pracy,
- w przypadku 24 koni urząd dysponował błędnymi numerami chipów,
- jeden koń miał chip zwierzęcia zabitego w 2014 roku.
Aktywistki podkreślają, że to właśnie te dane stały się podstawą oskarżenia.
SLAPP – czym jest i dlaczego budzi obawy?
Eksperci określają takie działania mianem SLAPP – strategicznych pozwów mających zniechęcić do udziału w debacie publicznej. Mecenas Katarzyna Topczewska, reprezentująca aktywistki, tłumaczy:
– SLAPP to prawny policzek, który ma zastraszyć osoby działające w interesie publicznym. Chodzi o wywołanie stresu, strachu przed kosztami i konsekwencjami.
Unia Europejska przyjęła w 2024 roku dyrektywę anty‑SLAPP. Polska ma czas do maja 2026 roku na jej wdrożenie.
Nowe dane o koniach pracujących w Krakowie
Podczas konferencji prasowej posłanka Daria Gosek‑Popiołek ujawniła kolejne statystyki:
- w latach 2019–2024 pracowały 394 konie,
- los 378 udało się ustalić,
- 129 koni nie żyje (34%),
- 34 konie miały błędne dane w systemie miasta,
- w sezonie 2022–2024 pracowało 266 koni, z czego 68 nie żyje,
- konie umierały średnio w wieku 11 lat,
- najmłodszy koń miał 5 lat, najstarszy 22,
- na liście miasta wciąż widnieje koń, który nie żyje od 2014 roku.
Aktywistki podkreślają, że błędne dane oznaczają brak realnej kontroli nad dobrostanem zwierząt.
„Ten proces ma nas uciszyć” – mówią aktywistki
Magdalena Matulka ocenia, że sprawa ma charakter zastraszający:
– To próba zamknięcia nam ust za pomocą procesu karnego. Dorożkarze nie mogą polemizować z danymi, więc próbują nas uciszyć.
Aktywistki wskazują, że na świecie kolejne miasta rezygnują z transportu konnego – m.in. . Lima, Praga, Paryż, Oxford czy Londyn – właśnie ze względu na dobrostan zwierząt.
Dlaczego sprawa ma znaczenie systemowe?
Mecenas Topczewska zwraca uwagę, że wykorzystanie art. 212 k.k. zamiast pozwu cywilnego zwiększa efekt mrożący, bo grozi karą pozbawienia wolności.
– To proces dotyczący granic wolności wypowiedzi i prawa obywateli do informowania opinii publicznej o faktach – mówi Anna Plaszczyk.
Posłanka Gosek‑Popiołek zapowiada działania na rzecz wdrożenia dyrektywy anty‑SLAPP i ochrony aktywistów.
Co dalej?
Sprawa trafiła do Sądu Rejonowego dla Krakowa‑Śródmieścia. Termin pierwszej rozprawy nie został jeszcze wyznaczony. Aktywistki zapowiadają, że nie wycofają się z działalności i będą nadal ujawniać dane dotyczące warunków pracy koni w Krakowie.












