Porażenie piorunem może prowadzić do uszkodzenia mięśnia sercowego, ale ryzyko zależy od sposobu, w jaki prąd przepływa przez organizm. Badacze z Uniwersytetu Jagiellońskiego – Collegium Medicum, analizując tragedię na Giewoncie z 2019 roku, wykazali, że największe zagrożenie dotyczy osób trafionych bezpośrednio lub porażonych tzw. wyładowaniem bocznym.
Blisko połowa osób poszkodowanych podczas tragicznej burzy na Giewoncie z 2019roku miała podwyższony poziom troponiny – markera uszkodzenia mięśnia sercowego. Najnowsze badanie naukowców z UJ CM, opublikowane w prestiżowym czasopiśmie Communications Medicine (Nature Portfolio), pokazuje, że o skali uszkodzeń decyduje przede wszystkim mechanizm porażenia piorunem. Wyniki mogą pomóc lekarzom szybciej oceniać stan poszkodowanych i lepiej planować ich leczenie.
Co dzieje się z sercem po porażeniu piorunem?
Porażenia piorunem należą do najrzadszych urazów, z jakimi spotyka się medycyna. Szczególnym przypadkiem była tragedia na Giewoncie w sierpniu 2019 roku, gdy piorun uderzył w metalowy krzyż na szczycie, porażając ponad 130 osób. Cztery osoby zginęły, a pozostali trafili do szpitali z obrażeniami o różnym stopniu ciężkości.
To właśnie to bezprecedensowe zdarzenie stało się podstawą badań prowadzonych przez naukowców z Uniwersytetu Jagiellońskiego – Collegium Medicum we współpracy z ratownikami TOPR oraz zagranicznymi ekspertami. Celem było ustalenie, jak sposób porażenia wpływa na uszkodzenie mięśnia sercowego.
Mechanizm porażenia ma kluczowe znaczenie
Poszkodowani na Giewoncie byli narażeni na różne rodzaje oddziaływania pioruna – od bezpośredniego uderzenia, przez tzw. wyładowanie boczne (side flash), po przepływ prądu po powierzchni ziemi. To właśnie różnice w mechanizmie porażenia miały tłumaczyć, dlaczego jedni odnieśli stosunkowo lekkie obrażenia, a inni doznali poważnych uszkodzeń organizmu.
Aby wiarygodnie odtworzyć przebieg wydarzeń, badacze podzielili pracę na trzy niezależne etapy. Jeden zespół rekonstruował rozmieszczenie poszkodowanych na Giewoncie, drugi klasyfikował mechanizmy porażenia, a trzeci analizował dokumentację medyczną i dane statystyczne. Dopiero zestawienie wyników pozwoliło wykazać zależność między miejscem ekspozycji, sposobem porażenia i uszkodzeniem serca.
Prawie połowa poszkodowanych miała oznaki uszkodzenia serca
W opublikowanej właśnie pracy naukowcy wykazali, że u 45,8 proc. poszkodowanych stężenie troponiny – biomarkera uszkodzenia mięśnia sercowego – przekraczało górną granicę normy.
Najwyższe wartości odnotowano u osób, które zostały porażone bezpośrednio lub poprzez wyładowanie boczne. W tej grupie mediana stężenia troponiny wynosiła 25,6 ng/l, podczas gdy u pozostałych poszkodowanych było to 10,7 ng/l. Analiza wieloczynnikowa potwierdziła, że właśnie ten mechanizm porażenia był jedynym niezależnym czynnikiem przewidującym wzrost poziomu troponiny.
Wyniki mogą zmienić postępowanie z poszkodowanymi
Autorzy badania zwracają uwagę, że skala uwalniania troponiny po porażeniu piorunem była większa niż po planowej kardiowersji elektrycznej i zbliżona do wartości obserwowanych u pacjentów po wielokrotnych wyładowaniach defibrylatora lub po ekstremalnym wysiłku, takim jak maraton. Różnica polega jednak na tym, że w przypadku pioruna ogromny ładunek elektryczny przechodzi przez organizm w ciągu zaledwie milisekund.
Zdaniem badaczy nowe wyniki mogą przełożyć się na praktykę kliniczną. Lepsze zrozumienie zależności między mechanizmem porażenia a uszkodzeniem serca może usprawnić diagnostykę, segregację medyczną oraz monitorowanie osób poszkodowanych podczas podobnych zdarzeń masowych, zwłaszcza w warunkach górskich.
Źródło: UJ












