Polowania na ptaki w otulinach obszarów chronionych stoją w sprzeczności z celem, dla którego wyznaczono te obszary – powiedział PAP wiceminister klimatu i środowiska Mikołaj Dorożała. Dodał, że w resorcie trwają prace nad przepisami mającymi ograniczyć to zjawisko.
Odniósł się w ten sposób do uwag ornitologów, wskazujących, że obowiązujące przepisy nie nadążają za aktualną wiedzą naukową, m.in. nie uwzględniają faktu rozdzielenia gęsi zbożowej i tundrowej na dwa odrębne gatunki. Populacja gęsi tundrowej pozostaje stabilna, natomiast gęsi zbożowej systematycznie spada, a mimo to ta druga nadal znajduje się w Polsce na liście ptaków łownych.
Jednocześnie praktyka pokazuje, że myśliwi nie są w stanie odróżnić tych gatunków w locie, przez co dochodzi do odstrzału różnych ptaków, nawet tych chronionych.
– Podjęliśmy działania w szerszym ujęciu, aby rozpocząć ogólnopolskie badania poświęcone temu tematowi. Do tej pory takich analiz w Polsce nie było, a są potrzebne, by podejmować właściwe decyzje. Byśmy wszyscy mieli pełną wiedzę o wpływie polowań na konkretne gatunki i obszary. Będziemy je prowadzić we współpracy m.in. z przyrodnikami, ornitologami oraz Polskim Związkiem Łowieckim – poinformował wiceminister.
Jak dodał, dużym problemem jest również to, że od wielu lat na masową skalę dochodzi do polowań np. w otulinie Parku Narodowego Ujście Warty. Z założenia otulina jest strefą wokół obszaru chronionego, np. parku narodowego lub rezerwatu, która ma ograniczać negatywny wpływ działalności człowieka na jego przyrodę.
– Otulina Ujścia Warty to ogromny obszar, obejmujący ok. 10 tys. hektarów, będący jednym z najważniejszych miejsc migracji ptaków, w tym gęsi. Polowania w tej strefie skutkują nie tylko odstrzałem zwierząt, ale także ranieniem gatunków chronionych i wypłaszaniem ich z terenu parku. W praktyce zaprzecza to idei ochrony tych obszarów – zauważył Dorożała.
Dodatkowo jego zdaniem spłoszone ptaki potrafią przemieszczać się na znaczne odległości, co może pośrednio zwiększać szkody w rolnictwie. – Przenoszą się na pola uprawne, gdzie zaczynają żerować. W efekcie szkody mogą pojawiać się w nowych miejscach lub obejmować większy obszar – powiedział.
– Dochodzi też do sytuacji, w których ranione ptaki gatunków chronionych, postrzelone na terenie otuliny, wpadają na teren parku narodowego i tam giną. W takiej sytuacji myśliwy nie może ich podjąć, bo prawo na to nie pozwala. Mamy więc do czynienia z sytuacją patologiczną – ptaki giną na obszarze, który powinien być chroniony – podkreślił.
Resort klimatu i środowiska pracuje obecnie nad zmianami, które mają ograniczyć ten problem. Jednym z planowanych rozwiązań jest wprowadzenie specjalnej strefy ochrony ptaków w otulinie parku.
– Już w tym miesiącu zakończymy prace nad rozporządzeniem, które stworzy strefę ochronną w otulinie Parku Narodowego Ujście Warty. Na dużej części tego obszaru polowania na ptaki będą zakazane – zapowiedział Mikołaj Dorożała.
Jak zaznaczył, regulacje mają objąć najbardziej wrażliwe przyrodniczo fragmenty otuliny, gdzie koncentracja ptaków jest największa, a presja łowiecka może prowadzić do zaburzeń ich funkcjonowania.
Wiceminister zwrócił również uwagę na szerszy problem braku kompleksowych badań dotyczących wpływu polowań na ptaki w kluczowych ostojach, takich jak obszary sieci Natura 2000.
– Potrzebujemy rzetelnych badań pokazujących wpływ polowań na ptaki w miejscach ich koncentracji, takich jak zimowiska czy przystanki migracyjne. Do tej pory w Polsce takich analiz na szeroką skalę nie było – powiedział.
Dodał, że bez takich danych trudno podejmować decyzje, które byłyby oparte na dowodach naukowych, a nie wyłącznie na ocenach czy emocjach.
Ministerstwo planuje współpracę przy takich badaniach z naukowcami, organizacjami przyrodniczymi i z Polskim Związkiem Łowieckim.
– Jeśli będziemy mieli twarde dane, łatwiej będzie wprowadzać konkretne rozwiązania, np. ograniczenia polowań w określonych miejscach czy okresach – zaznaczył.
Dorożała zwrócił również uwagę, że presja na ptaki rośnie nie tylko z powodu polowań, ale także w związku ze zmianami środowiskowymi, w tym kurczeniem się terenów podmokłych.
– Mokradła zanikają, a to są kluczowe siedliska dla ptaków. W takiej sytuacji dodatkowa presja, jaką są polowania w miejscach ich koncentracji, staje się jeszcze bardziej problematyczna – podkreślił.
Jak ocenił, skuteczna ochrona ptaków wymaga współpracy różnych środowisk i podejmowania decyzji opartych na danych naukowych.
– Musimy działać wspólnie – naukowcy, organizacje przyrodnicze, administracja i myśliwi – żeby stworzyć system, który realnie będzie chronił ptaki i ich siedliska – podsumował.
Katarzyna Czechowicz (PAP)
Źródło: Nauka w Polsce












