Podczas fal upałów wzrasta stężenie ozonu przy powierzchni Ziemi, ponieważ reakcje fotochemiczne związane z jego produkcją są zależne od temperatury – wyjaśnia prof. Janusz Krzyścin z IGF PAN. Wyższa koncentracja tego gazu jest szkodliwa dla dróg oddechowych oraz błon śluzowych.
W środę Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydał ostrzeżenia przed upałem dla niemal całego kraju; na południowym wschodzie termometry wskażą nawet 40 st. C. Przy upałach rośnie stężenie ozonu przyziemnego, przed czym w ostatnich dniach ostrzegały m.in. urzędy we Wrocławiu i Katowicach.
Ozon to szczególna forma tlenu, która ma trzy atomy w cząsteczce zamiast dwóch – przypomina Główny Inspektorat Ochrony Środowiska na swojej stronie. Jak czytamy, ten dodatkowy atom łatwo się odłącza, dlatego ozon bardzo łatwo reaguje z innymi substancjami – jest silnym utleniaczem.
W rezultacie intensywne promieniowanie słoneczne oraz wysokie temperatury sprzyjają produkcji ozonu w przyziemnej warstwie atmosfery – wyjaśniał w rozmowie z PAP prof. Janusz Krzyścin z Zakładu Fizyki Atmosfery Instytutu Geofizyki PAN.
Naukowiec przypominał, że ozon jest gazem trójatomowym, wdychanym z powietrzem. – Jednak jest on szkodliwy dla zdrowia, gdyż podrażnia drogi oddechowe i błony śluzowe – mówił.
Jednocześnie profesor podkreślił, że choć temperatura odgrywa ważną rolę w kształtowaniu stężenia ozonu przyziemnego, sam proces jego powstawania jest bardzo złożony.
– W niektórych obszarach duże znaczenie ma roślinność wydzielająca substancje zapachowe, których emisja rośnie wraz ze wzrostem temperatury. Przykładem są lasy iglaste produkujące terpeny, które sprzyjają powstawaniu ozonu. Z kolei w pobliżu głównych arterii miejskich, gdzie występuje wysokie stężenie tlenków azotu, pochodzących ze spalania paliw, ich nadmiar powoduje redukcję cząsteczek ozonu. Z tego powodu przy ruchliwych ulicach stężenie ozonu przyziemnego bywa niższe niż w innych częściach miast – wyjaśniał prof. Krzyścin.
Badacz zwrócił też uwagę na konieczność odróżnienia ozonu stratosferycznego (tworzącego tzw. warstwę ozonową, osłaniającą przed nadmiernym promieniowaniem UV ze Słońca) – od ozonu przyziemnego (blisko powierzchni gruntu do wysokości około 50 metrów) i troposferycznego (znajdującego się powyżej do wysokości około 10 km).
– Ozon przyziemny powstaje w wyniku procesów zachodzących bezpośrednio przy powierzchni Ziemi, a jego obecne wysokie stężenia są związane z warunkami meteorologicznymi (wysoka temperatura i nasłonecznienie). Z kolei ozon, który chroni nas przed promieniowaniem ultrafioletowym, podlega procesom zachodzącym znacznie wyżej – w stratosferze. Dlatego obecne fale upałów nie wpływają na stan ozonu w stratosferze. Zachodzą tam zupełnie inne zjawiska, choć obie te warstwy ozonu są kluczowe dla naszego zdrowia – mówił prof. Krzyścin.
Ponadto ekspert wyjaśnił, że pomimo okresowego wzrostu stężenia ozonu przyziemnego, w ujęciu globalnym – czyli w całym przekroju pionowym atmosfery – nie ma to wpływu na intensywność promieniowania UV docierającego do powierzchni ziemi. – Obserwując satelitarną mapę ozonu całkowitego widać, że obecnie jest go o około 10 proc. mniej niż w typowych letnich warunkach, co oznacza większą intensywność promieniowania UV. Dlatego, jeżeli zamierzamy być na wolnym powietrzu więcej niż kilkanaście minut, koniecznie trzeba stosować kremy z filtrem – podkreślił prof. Krzyścin.
Pytany, czy zmiany klimatu spowodują, że tego ozonu przyziemnego będzie więcej, profesor przytaknął. Przy czym zastrzegł, że kluczowy nie jest sam długofalowy wzrost temperatur, wywołany emisją gazów cieplarnianych, ale zmiany w cyrkulacji atmosferycznej i częstsze napływy mas gorącego powietrza. Przykładem jest obecna sytuacja, w której do Polski docierają upalne masy powietrza z południa Europy. – Jeśli częstotliwość takich zjawisk, czyli napływów gorącego powietrza z południa, będzie się utrzymywać lub rosnąć, przełoży się to bezpośrednio na częstsze występowanie wysokich stężeń ozonu przyziemnego – ostrzegł.
Dopytywany, czy sytuacja ta jest niepokojąca – i czy można jej przeciwdziałać, prof. Krzyścin wskazał, że ozon jako wtórny gaz (nie emitowany bezpośrednio do atmosfery) jest trudny do kontrolowania i wiele mechanizmów fizyczno-chemicznych o naturalnym i antropogenicznych pochodzeniu wpływa na jego koncentrację w atmosferze. – W tej sytuacji nic na szybko nie możemy zrobić – dodał.
Na koniec PAP zapytała rozmówcę, jaki jest najczęściej powtarzany mit dotyczący ozonu. Prof. Krzyścin odpowiedział zdecydowanie, że to przekonanie, jakoby nad Polską istniała dziura ozonowa.
– Dziura ozonowa – owszem, pojawia się okresowo, ale tylko nad Antarktydą, kiedy w tamtejszym sezonie wiosennym (naszym jesiennym) grubość warstwy ozonowej zmniejsza się nawet o 45 proc. To mechanizm dobrze wyjaśniony, który jednak nie zachodzi w średnich szerokościach geograficznych. Chociaż faktem jest, że od lat 60. ubiegłego wieku grubość warstwy ozonowej nad Polską zmniejszyła się o 5 proc. Jednak tam jest dziura, u nas ubytek. Co nas nie zwalnia z troski o nasze zdrowie i unikanie nadmiernej ekspozycji na promieniowanie ultrafioletowe – podsumował prof. Janusz Krzyścin. (PAP)
Źródło: Nauka w Polsce












