Pluszowy miś z oderwanym uchem, lalka niewyglądająca już jak księżniczka, czy ulubiona zabawka, która stała się ofiarą radosnego pieska – każda z nich może zyskać drugie, piękne życie. Wszystko to dzięki pani Bernadecie Szyszkowskiej. Bohaterka tekstu w pierwszym, jedynym w Polsce Szpitalu dla lalek i pluszaków ratuje w potrzebie zabawki oraz ich właścicieli. Zapraszamy do rozmowy o ekologii, sentymencie i szacunku do rzeczy materialnych.
Coraz nowsze i tańsze zabawki zalewają rynek, dając duży zakres wyboru, a także potrzebę wymiany na „ładniejsze” modele. Czy w tym świecie jest miejsce na ulubionego misia, bez którego nie można zasnąć?
Zabawki są duszami dzieci, które w nadmiernych ilościach stają się zbieraczami kurzu, aby później wylądować na śmietniku. Czy możemy odmienić ich los? Świadome zakupy, naprawa i odnawianie ukochanych pluszaków stają się rozwiązaniem tego problemu. „Szpital dla lalek i pluszaków” jest miejscem, w którym nową szansę dostają nie tylko zabawki, ale również ludzie. O swojej pasji do ożywiania ukochanych pluszaków i lalek opowiada Pani Bernadeta Szyszkowska, w wywiadzie dla Redakcji Ekoetos.

Wzruszająca idea naprawy zabawek
W jaki sposób zaczęła się Pani przygoda z naprawą zabawek oraz kto
był pierwszym pacjentem?
Naprawą zabawek zajęłam się przez przypadek. Po urodzeniu córki zaczęłam robić dla niej różne zabawki, lalki, maskotki, domki dla lalek. I tak ktoś pomyślał, że skoro je robię, to będę potrafiła je także naprawić. Poproszono mnie bym naprawiła lalkę z materiałowym brzuszkiem. To była moja pierwsza pacjentka. Pochwaliłam się naprawą na swojej stronie internetowej i tak powoli zaczęły spływać kolejne prośby właścicieli popsutych zabawek. Z roku na rok zabawek w potrzebie przybywało. Z domowego kącika przeniosłam się do niewielkiej pracowni, a w tym roku otworzyłam Dom lalek i pluszaków, w którym prowadzę Szpital dla lalek i pluszaków i sklep z używanymi zabawkami po renowacji.
Jaki jest główny powód Pani działalności i czy jest to ekologia?
Kiedy naprawiałam pierwsze zabawki, nie spodziewałam się takiego zainteresowania. Robiłam coś co sprawiało mi przyjemność. To były kontakty z ludźmi, ich historiami. Każda zabawka miała to coś, co sprawiało, że ich właściciele chcieli o nie zadbać. Z czasem jednak zabawkowy świat wchłonął mnie. Odkryłam ile zabawek jest wyrzucanych, niszczonych, zastępowanych nowymi. Lalki i pluszaki to ważne postacie w życiu moich klientów. Ich historie sprawiły, że inaczej na nie patrzę. Postanowiłam je ratować i wprowadzać ponownie do obiegu. Jest to moja forma recyklingu i wkład w ekologię. W moim sklepie sprzedaję zabawki używane, które ktoś chciał oddać lub wyrzucić. Piorę je, myję, naprawiam i sprzedaję jak nowe, ale w bardzo niskich cenach.
Zabawkowy zero-waste
Zajmuję się naprawą zabawek współczesnych i dawnych. Każda wymaga specjalnych materiałów. Zniszczone zabawki przeznaczam na części, które potem wykorzystuję w naprawach. Stare ubrania wykorzystuję do szycia ubranek dla lalek, ze starych pościeli szyję pościele na lalek. Często buszuję w lumpeksach w poszukiwaniu potrzebnych do renowacji materiałów. Szukam tkanin z dawnych lat, futerek. Czasami potrzebuję kawałka tkaniny w określonym kolorze albo konkretnej fakturze. Ludzie widząc czym się zajmuję, nieraz sami przynoszą do mojej pracowni stare materiały, koronki i rzeczy, które zalegają im na półkach, a u mnie na pewno się przydadzą.
Nie tylko naprawa, ale i… wymiana
Rodzicom dzieci, które mają za dużo zabawek i chcą kolejne, proponujemy wymianę. Za niewielką opłatą (związaną z praniem i ewentualną naprawą) wymieniamy się zabawkami. Dzieci przynoszą te, których już nie używają i dostają te, które wpadły im w oko w naszym sklepie. Rodzice są zachwyceni tym pomysłem, a dzieci szczęśliwe. Ja osobiście jestem szczęśliwa, że zabawki pozostały w obiegu i nie zostały zastąpione nowym towarem ze sklepów zabawkowych. Skala konsumpcjonizmu jest ogromna. Nasza działalność sprawia, że zabawki są w ciągłym użyciu. Zamiast trafić na śmietnik, zmieniają tylko właściciela.

Sentyment do zabawek – powód do ekologii
Główny powód, dla którego klienci przynoszą zabawki to sentyment. Sentyment dorosłych do swoich zabawek z dzieciństwa, a także bliska więź dzieci z ulubionymi przytulankami. Zabawki ludzi dorosłych to pamiątki z dzieciństwa, po rodzicach czy dziadkach, które otrzymali w prezencie. Zabawki dzieci, to zabawki jak mawiam „czynne zawodowo”. Tu ilość miłości jest wprost proporcjonalna do ich stanu. To z powodu tej więzi, rodzice decydują się na naprawę.
Widzę, że świadomość w kwestii przedłużania życia przedmiotom jest coraz większa. Zabawki stają się wielopokoleniowe. Rodzice, dziadkowie przekazują swoje zabawki dzieciom, wnukom. To wspaniałe o tyle, że te właśnie zabawki cieszą się potem największym szacunkiem kolejnego pokolenia. To, że misiem bawił się kiedyś dziadek czy tata, to jest coś. Jeśli ubarwić to jeszcze historią ich wspólnych przygód, zabawka nabiera jeszcze większej wartości.
Gdyby mogła Pani przekazać jedną radę rodzicom w kontekście zabawek i
ekologii, co by to było?
Uczcie dzieci szacunku do zabawek-mogłabym tak powiedzieć. Czy jednak rzeczywiście tak jest? Nie mam jednej rady.
Kiedy zostajemy rodzicami, podarowalibyśmy dzieciom cały świat. Kupujemy zabawki chyba bardziej dla siebie niż dla dzieci. Najmłodsze maluchy tak naprawdę nie są świadome swych zabawkowych potrzeb. Kupujemy zabawki na oślep, kierując się chwilową modą. Zasypujemy najmłodszych tym zabawkowym dobrem. Kiedy mogłyby w końcu świadomie się nimi bawić, zabawki zastępujemy tabletami i telefonami, odcinając je od frajdy zabawy.
Kupujcie zatem świadomie. Chowajcie na jakiś czas zabawki, którymi dziecko przestało się bawić. Gwarantuję, że za jakiś czas będzie to dla niego jak wielka świąteczna niespodzianka z nowymi zabawkami.

W jaki sposób moglibyśmy jako społeczeństwo wspierać ideę naprawy i
ponownego użycia przedmiotów, w tym zabawek?
Nauczmy się szacunku do tego co już posiadamy. W czasach łatwego dostępu do wszelkich dóbr zastanówmy się, czy potrzebujemy wciąż nowych rzeczy. Popularna idea Zero Waste, niech nie będzie tylko modną formułką. Niech stanie się realnym czynem. Producenci wszelkich dóbr myślą tylko o ich wprowadzeniu na rynek i liczą na zyski. To my konsumenci decydujemy, czy im się to uda. Jeśli zaczniemy naprawiać zepsute rzeczy, zaczną powstawać punkty świadczące takie usługi, bo będą potrzebne. Ktoś będzie miał pracę. Obieg się zamknie. Naprawiając starą rzecz, nie zwiększamy ilości śmieci.
Podsumowując powyższe, nie ulegając konsumpcjonizmowi, dokonując świadomych zakupów i naprawiając, a nie wyrzucając, jesteśmy lżejsi dla naszej planety.
Za inspirującą rozmowę dziękujemy Pani Bernadecie Szyszkowskiej. Dbając o rzeczy materialne i nie ulegając presji nowości, chronimy planetę oraz piękne wspomnienia związane z ukochanymi przedmiotami.
Źródło:












