Turystyka przyrodnicza, obejmująca spotkania z wielorybami, żółwiami morskimi czy małpami, dla wielu osób jest spełnieniem podróżniczych marzeń. Nierzadko jednak obserwacja dzikiej przyrody zamienia się w pościg za zwierzęciem, które staje się atrakcją, obiektem fotografii i elementem wakacyjnego doświadczenia. Naukowcy ostrzegają, że rosnąca popularność turystyki przyrodniczej może wywierać realną presję na zwierzęta i ich siedliska.
Turystyka przyrodnicza należy do najszybciej rozwijających się segmentów światowej branży podróżniczej. Tysiące osób każdego dnia wypływa na obserwacje wielorybów, nurkują z rekinami wielorybimi, odwiedzają miejsca występowania żółwi morskich lub przemierzają lasy w poszukiwaniu goryli.
Choć tego typu aktywności często przedstawiane są jako ekologiczna alternatywa dla masowej turystyki, eksperci zwracają uwagę na ich negatywne skutki. Problemem nie jest sama obecność człowieka, lecz skala zjawiska oraz rosnąca potrzeba jak najbliższego kontaktu ze zwierzęciem.
Coraz bliżej, coraz więcej
Największą zmianą ostatnich lat nie jest sama liczba turystów, lecz ich oczekiwania. Dawniej wystarczała możliwość zobaczenia zwierzęcia z daleka. Dziś wielu podróżnych oczekuje bezpośredniego kontaktu. Chcą podpłynąć jak najbliżej wieloryba, zanurkować obok żółwia morskiego albo stanąć kilka metrów od dzikiego drapieżnika podczas safari.
Media społecznościowe dodatkowo napędzają tę tendencję. Zdjęcie zwierzęcia wykonane z dużej odległości nie budzi już takiego zainteresowania jak fotografia sugerująca niemal bezpośredni kontakt. W efekcie organizatorzy wycieczek często konkurują ze sobą, oferując jak najbliższe spotkania z naturą.
To właśnie tutaj pojawia się problem. Dla człowieka takie doświadczenie trwa kilka minut. Dla zwierzęcia oznacza kolejne zakłócenie dnia, konieczność zmiany zachowania lub opuszczenia miejsca, które wcześniej uznawało za bezpieczne.

Zwierzę jako cel podróży
W niektórych miejscach świata pojedyncze zwierzęta stają się niemal celebrytami. Turyści przyjeżdżają specjalnie po to, by zobaczyć konkretnego wieloryba, rodzinę goryli czy rzadkiego ssaka morskiego. Informacje o ich lokalizacji są przekazywane między przewodnikami, a całe grupy ruszają w pościg za możliwością wykonania wyjątkowego zdjęcia.
Zjawisko to można obserwować w wielu miejscach świata. W egipskim Marsa Alam, w rejonie zatoki Marsa Mubarak nad Morzem Czerwonym, turyści przybywają specjalnie po to, by zobaczyć rzadkie diugonie, nazywane „krowami morskimi”. Gdy zwierzę pojawia się w płytkiej wodzie, natychmiast otaczają je dziesiątki snorkelerów i nurków próbujących podpłynąć jak najbliżej. Jego obecność staje się centrum intensywnej aktywności turystycznej.
W podobny sposób funkcjonują obserwacje wielu innych gatunków na świecie. Łodzie podążają za wielorybami przez oceany, samochody terenowe śledzą zwierzęta na sawannach, a grupy turystów gromadzą się przy szlakach migracyjnych lub miejscach regularnego żerowania. W skrajnych przypadkach jedno zwierzę może być obserwowane niemal nieprzerwanie przez wiele godzin, dzień po dniu, w trakcie sezonu turystycznego.
Choć zwierzęta często nie okazują strachu w sposób oczywisty dla człowieka, badania pokazują, że ich reakcje mogą być subtelne, ale istotne. Zmiana tras przemieszczania się, skrócenie czasu żerowania czy unikanie dotychczasowych siedlisk są oznakami presji wywieranej przez człowieka.

Na drugim końcu świata, na Gibraltarze, makaki berberyjskie od lat stanowią jedną z głównych atrakcji turystycznych. Mimo zakazów dokarmiania zwierząt, turyści i niektórzy przewodnicy nadal prowokują interakcje, zachęcając małpy do wskakiwania na samochody lub ramiona odwiedzających. Gdy zwierzęta przyzwyczajają się do otrzymywania pożywienia od ludzi, stają się bardziej natarczywe i agresywne wobec osób, które nie chcą ich karmić. Naukowcy zaobserwowali nawet, że część gibraltarskich makaków regularnie spożywa ziemię, co może być reakcją na problemy trawienne wywołane jedzeniem przetworzonej żywności pochodzącej od turystów.
Skutki nadmiernej obecności ludzi nie zawsze są widoczne od razu. Zwierzę nie musi zostać ranne ani przepłoszone, aby odczuć konsekwencje ciągłego niepokojenia. Przewlekły stres może wpływać na rozród, zdolność zdobywania pokarmu oraz ogólną kondycję organizmu. Dotyczy to zarówno gatunków morskich, jak i lądowych – walenie zmieniają sposób komunikacji pod wpływem hałasu łodzi, ptaki mogą porzucać miejsca lęgowe, a ssaki lądowe ograniczać czas przeznaczony na odpoczynek.
Paradoks polega na tym, że ludzie podróżują właśnie po to, aby zobaczyć dziką naturę. Jednocześnie nadmierna obecność człowieka może sprawić, że ta natura zaczyna znikać z miejsc, które uczyniły ją atrakcją.

Gdzie kończy się turystyka, a zaczyna ingerencja? Etyka obserwacji zwierząt
W ostatnich latach coraz częściej mówi się o etycznej obserwacji dzikiej przyrody. Jej podstawową zasadą jest pozostawienie zwierzęciu możliwości wyboru. Jeśli zwierzę chce odejść, powinno mieć taką możliwość. Jeśli odpoczywa lub żeruje, człowiek nie powinien zmuszać go do reakcji.
Eksperci podkreślają, że sukces spotkania z dziką przyrodą nie powinien być mierzony odległością od zwierzęcia ani liczbą zdjęć. O wiele ważniejsze jest to, czy obecność człowieka nie wpłynęła na jego naturalne zachowanie.

W świecie nastawionym na natychmiastowe wrażenia i spektakularne fotografie takie podejście może wydawać się mało atrakcyjne. Być może jednak właśnie ono będzie decydować o tym, czy przyszłe pokolenia nadal będą miały szansę spotkać dzikie zwierzęta w ich naturalnym środowisku.
Źródła:
https://www.fisheries.noaa.gov
Parsons, E. C. M. (2012). The negative impacts of whale-watching. Journal of Marine Biology, 2012, Article 807294












