Szkodniki drzew wyłapywane w lasach mogą być źródłem chityny, która po przetworzeniu może być stosowana w medycynie, przemyśle spożywczym albo rolnictwie. Nad wykorzystaniem korników i innych owadów leśnych na masową skalę pracuje Eugeniusz Świstuń, doktorant z Akademii Górniczo-Hutniczej.
Mgr inż. Eugeniusz Świstuń z Wydziału Geologii, Geofizyki i Ochrony Środowiska AGH przypomniał w rozmowie z PAP, że egzoszkielety (czyli pancerzyki i skrzydła) owadów zawierają m.in. z chitynę. Obok celulozy to jeden z dwóch biopolimerów najczęściej występujących w przyrodzie. – Większość chityny przemysłowej pochodzi z krewetek i krabów poławianych głównie w krajach Azji Południowo-Wschodniej, m.in. Chinach i Indiach. W Polsce i w Europie dostęp do tego surowca jest niewielki, głównie go importujemy. Stąd pomysł, żeby poszukać innych źródeł chityny i uniezależnić się od zagranicznych dostaw. A jednym z takich źródeł mogą być powszechnie występujące w naszych szerokościach geograficznych insekty – tłumaczył naukowiec.
Opowiadał, że owady najpierw suszy się i miele, a z takiej biomasy metodami chemicznymi uzyskuje się chitozan. To właśnie ten składnik jest wykorzystywany w różnych gałęziach przemysłu. W przeciwieństwie do chityny jest rozpuszczalny w wodnych roztworach kwasów. Chitozan jest nietoksyczny, biodegradowalny i antyseptyczny, dlatego wykorzystuje się go m.in. w kosmetologii, farmacji i medycynie (do produkcji opatrunków, systemów dostarczania leków czy jako suplementy diety), rolnictwie (do oprysków przeciw szkodliwym mikroorganizmom) albo przemyśle spożywczym (do powlekania owoców i warzyw, co przedłuża ich świeżość).
W strukturze chitozanu znajdują się grupy kompleksujące (inaczej ligandy), cząsteczki lub grupy atomów, dzięki którym tworzy wiązania koordynacyjne i może łatwo „wyłapywać” jony z innych substancji. Ta cecha sprawia, że ten surowiec znajduje zastosowanie w uzdatnianiu wody lub usuwaniu zanieczyszczeń ze środowiska.
Eugeniusz Świstuń wspomniał, że badania nad pozyskaniem chityny z owadów są prowadzone już od jakiegoś czasu, jego projekt różni się od poprzednich skalą. – Pozyskanie na przykład muchy domowej w ilości kilku kilogramów jest stosunkowo trudne bez specjalnych hodowli. Ale w przypadku owadów leśnych, a konkretnie szkodników drzew, sprawa wygląda inaczej. Szkodniki i tak się zwalcza, głównie chemicznie lub za pomocą pułapek feromonowych. Po zwalczeniu nie mają one żadnego dalszego zastosowania. Tymczasem w jednej pułapce na kornika drukarza znajduje się nawet do półtora kilograma biomasy owadziej. Przy powierzchni lasów zagrożonych występowaniem kornika na poziomie setek tysięcy hektarów i przyjmując po 2-3 pułapki na hektar, na tylko ułamku zagrożonych lasów, daje to ogromne ilości potencjalnego, niezagospodarowanego surowca – ocenił badacz.
Stwierdził, że pozyskanie chityny z owadów jest znane, lecz wykorzystuje się wtedy owady hodowlane w specjalnych fabrykach. Jego pomysł pozwala natomiast zminimalizować koszty pozyskiwania chitozanu. – Hodowla owadów na skalę przemysłową wiąże się z kosztami infrastruktury, wyposażenia itd. W przypadku szkodników leśnych produkt został „wyprodukowany” przez naturę, owadzia biomasa jest odpadem, pozostaje tylko jej przetworzenie – wyjaśnił doktorant.
Dodał, że pułapki feromonowe wabią tylko konkretne, szkodliwe gatunki owadów i nie stanowią zagrożenia dla pozostałych.
Naukowiec w ramach projektu finansowanego z Narodowego Centrum Nauki bada wykorzystanie do produkcji chitozanu kornika drukarza (najpowszechniej występującego szkodnika leśnego w Polsce i Europie), rytownika pospolitego, brudnicy mniszki i drwalnika paskowatego.
– W niedalekiej przyszłości chcę się skupić na owadach jednego gatunku, który okaże się najbardziej perspektywiczny pod kątem dostępnej masy i możliwości logistycznych jego zagospodarowania. Dla wybranego źródła biomasy planuję przeprowadzić optymalizację warunków izolacji chityny i chitozanu oraz zweryfikować możliwość przerobu owadów w skali półtechnicznej – zapowiedział Eugeniusz Świstuń. (PAP).
Źródło: Nauka w Polsce












