Wkrótce finał walki o sprawiedliwą karę dla okrutnego weterynarza

weterynarz
Zdjęcie poglądowe Pixabay

W najbliższy piątek przed Sądem Okręgowym w Warszawie znajdzie finał sprawa lekarza wycinającego nerki bezdomnym zwierzętom do przeszczepów. To wyjątkowo drastyczna historia, trwająca wiele lat, która zbulwersowała opinię publiczną, a szczególnie obrońców praw zwierząt. Przebieg sprawy opisała szczegółowo Fundacja Viva!. Dzięki niej mają Państwo wgląd w szczegóły postępowania sądowego oraz możliwość zapoznania się z komentarzem Anny Zielińskiej, wiceprezes Fundacji. Jak toczyła się sprawa okrutnego weterynarza i kiedy można spodziewać się uprawomocnienia wyroku dla Jacka S.?


Kiedy i gdzie odbędzie się rozprawa apelacyjna Jacka S?

Rozprawa apelacyjna w sprawie Jacka S. odbędzie się 4 lipca o godz. 10.30 w sali 350 w Sądzie Okręgowym w Warszawie przy al. „Solidarności” 127.

Na poprzednim terminie rozprawy apelacyjnej Sąd Okręgowy uwzględnił wniosek obrońców oskarżonego o przesłuchanie dodatkowego świadka, biorącego udział w kontrowersyjnych zabiegach transplantacji.

W najbliższy piątek spodziewamy się zamknięcia rozprawy apelacyjnej i prawdopodobnie wydania wyroku.

Na czym polegały przestępstwa okrutnego weterynarza?

Wyrokiem z dnia 13 listopada 2024 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa w Warszawie uznał Jacka S. za winnego znęcania się nad dwoma bezpańskimi psami w ten sposób, że dokonał wycięcia im nerek i przeszczepienia ich innym psom.

Sprawa ma swój początek w 2013 roku. Wtedy to Saturn został wydany z jednego z podwarszawskich schronisk, aby posłużył jako dawca nerki dla rasowego psa. Operacji dokonywał lekarz weterynarii – Jacek S. Saturn po operacji miał pozostać jako adoptowane zwierzę w rodzinie rasowego psa biorcy, ale kiedy biorca zmarł, Saturna oddano kolejnej osobie, jak niepotrzebny przedmiot. Nie przekazano nowej opiekunce informacji, że Saturn jest psem po przeszczepie i wymaga szczególnej opieki lekarskiej. O tym, że pies nie ma nerki, Pani Beata Rasmussen dowiedziała się przypadkiem, podczas rutynowych badań.

W 2018 roku w imieniu Fundacji Viva! zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa znęcania się nad Saturnem złożyła mec. Katarzyna Topczewska. Dotyczyło ono także suczki Tosi, również bezdomnej, która stała się dawcą nerki dla rasowego psa posiadającego dom. W wyniku przeprowadzonego śledztwa Prokuratura postawiła zarzuty lekarzowi Jackowi S., który wykonał przeszczep narządów u obu psów. Kiedy sprawa trafiła do sądu oskarżycielką posiłkową, poza Fundacją Viva!, została także nowa opiekunka Saturna i Fundacja Mondo Cane. Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa w Warszawie jednak uniewinnił oskarżonego od zarzucanych mu czynów.

„Złożyliśmy apelację, bo taki wyrok prawdopodobnie otworzyłby szeroko furtkę do wykorzystywania bezdomnych zwierząt do przeszczepów. One nie mają przecież człowieka, który mógłby je chronić przed byciem źródłem „części zamiennych” dla innych, kochanych i zaopiekowanych zwierząt. Staliśmy na stanowisku, że nie można ratować życia jednego zwierzęcia kosztem zdrowia drugiego. Dla mnie nie ulegało wątpliwości, że Saturn poniósł ogromne konsekwencje nieetycznych decyzji ludzi i w ich wyniku nie mógł normalnie żyć. Gdyby miał dwie nerki – być może jego życie potoczyłoby się zupełnie inaczej i dziś wciąż byłby ze swoją rodziną” – mówi mec. Katarzyna Topczewska, reprezentująca Fundację Viva! w tej sprawie.

Sąd II instancji uwzględnił apelację Fundacji Viva! i prokuratora uchylając wyrok Sądu Rejonowego i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania. Podnosił między innymi to, że „nie ulega natomiast wątpliwości, iż procedury (o ile można tak o rzeczonych transplantacjach mówić) nie były i nie są dozwolone prawem, zaś oskarżony świadomie i celowo zadał ból i cierpienie nie tylko psom dawcom, ale i biorcom (umyślne zranienie)”. I że nie występują w sprawie okoliczności pozwalające na przyjęcie zaistnienia po stronie oskarżonego stanu wyższej konieczności, w którym życie biorców stanowiło wyższe dobro chronione prawem od zdrowia dawców.

Sądowe zawiłości

„Dla nas było jasne, że bezdomne zwierzęta, które już raz zostały skrzywdzone przez człowieka, bo znalazły się na ulicy, zostały w tej sprawie potraktowane jak „magazyn części zamiennych”. Gdyby wyrok uniewinniający został utrzymany – stworzyłoby to niebezpieczny precedens, zgodnie z którym można by wartościować życie zwierząt. Bezdomnych – jako takich, które można okaleczać i tych posiadających dom, które są lepsze, bo mają bogatych właścicieli” – tłumaczy mec. Katarzyna Topczewska.

Zdaniem Sądu Okręgowego, wobec wspomnianego wcześniej braku regulacji prawnej dopuszczalności zabiegów transplantacji u zwierząt były to eksperymenty, a i to etycznie i moralnie wątpliwe. Sąd podniósł też, że oskarżony zdawał sobie sprawę z małego odsetka biorców przeszczepu, którym udało się przeżyć choćby dodatkowy rok. Sąd zwracał też uwagę, że adopcja psów dawców ze schroniska miała charakter czysto formalny. Oraz że dawców narządów potraktowano przedmiotowo, a ich nowi właściciele nie poznali nawet tych zwierząt zanim te nie trafiły na stół operacyjny.

Przeszczepy nerki u psów są kontrowersyjne między innymi z powodu ich… skuteczności. Zaledwie 30% psich biorców nerek przeżywa po operacji powyżej 100 dni. Mniej niż 20% żyje dłużej niż 6 miesięcy. Rzadko który dożywa roku po transplantacji. U kotów te wyniki prezentują się znacznie lepiej – aż 40% pacjentów żyje 3 lata po operacji. To wyniki z USA, gdzie w znaczącej części dawcy i biorcy są spokrewnieni. I to właśnie z badań zza oceanu wynika, że zwierzęcy dawcy nerki też żyją krócej.

Wyrok sądu II instancji zaskarżył do Sądu Najwyższego obrońca oskarżonego. Sąd Najwyższy skargę jednak oddalił. W wyniku tej decyzji sprawa trafiła do ponownego rozpoznania przed Sądem Rejonowym.

14 listopada zapadł w tej sprawie wyrok – Jacek S. został uznany winnym znęcania się nad zwierzętami. Sąd orzekł wobec niego karę łączną 1 roku pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania na 3 lata, zakaz wykonywania zawodu lekarza weterynarii na 3 lata i dwie nawiązki na rzecz fundacji występujących w sprawie po 10 tys. każda.

Zdaniem Sądu Rejonowego nie jest dopuszczalne wykonywanie zabiegów na zwierzętach w celu pobrania od nich tkanek lub narządów przeznaczonych do leczenia innych zwierząt, nawet nieuleczalnie chorych. Jeśli ktokolwiek wykonuje zabieg chirurgiczny u zwierząt w celu innym niż leczenie lub pozbawienie możliwości rozrodu świadomie dopuszcza do zadawania bólu i cierpienia, którego można było uniknąć, czyli znęca się.

Wyrok ten został zaskarżony apelacją przez oskarżonego i jego obrońcę. Zdaniem apelujących oskarżony działał w stanie wyższej konieczności, a jakość życia dawców nie uległa w skutek zabiegów pogorszeniu, wręcz przeciwnie, zdaniem oskarżonego i jego obrońcy los zwierząt, którym wycięto nerkę polepszył się w związku z adopcją!

Czy wyrok się uprawomocni?

W najbliższy piątek Sąd Okręgowy w Warszawie zadecyduje, czy wyrok Sądu Rejonowego się uprawomocni.

„W naszej ocenie apelujący nie podnieśli żadnego argumentu, który mógłby skutkować zmianą wyroku i uniewinnieniem oskarżonego. Oskarżony nie działał w stanie wyższej konieczności, bo od momentu zdiagnozowania choroby do czasu przeprowadzenia zabiegu minęło kilka miesięcy. Jest to czas w zupełności wystarczający do uzyskania zgody Lokalnej Komisji ds. Doświadczeń na Zwierzętach na przeprowadzenie eksperymentu, jednak Jacek S. nigdzie zamiaru tej operacji nie zgłosił. W zabiegu brał udział przedziwny skład medyków ludzkich oraz zwierzęcych.

Zgodnie z przepisami ustawy o ochronie zwierząt wycinanie organów zdrowym zwierzętom stanowi ich okaleczenie, a zabiegi lekarsko-weterynaryjne na zwierzętach są dopuszczalne dla tylko dla ratowania ich życia lub zdrowia. Przeszczepy organów u zwierząt nie ratują życia ani zdrowia dawcy, co jest przecież oczywiste nawet dla laika. Jest wręcz odwrotnie. Taka transplantacja okalecza zdrowe zwierzę w celu przedłużenia życia innego zwierzęcia. Biorcy po takiej operacji żyją w znacząco obniżonym komforcie. Podobnie zresztą jak dawcy.

„Lekarz weterynarii ma obowiązek leczenia i ratowania życia oraz poprawiania zdrowia wszystkich zwierząt, a nie tylko tych rasowych, którzy mają majętnych właścicieli kosztem tych biednych, z ulicy, za którymi nikt nie może się wstawić” – mówi adwokat Katarzyna Topczewska, pełnomocnik Fundacji Viva!

„Za szczególnie absurdalny należy uznać argument apelujących, że los zwierząt które padły ofiarami tych pseudo eksperymentów się polepszył, bo trafiły do adopcji. Te bezdomne zwierzęta już raz zostały skrzywdzone przez człowieka, bo znalazły się na ulicy. I z tej ulicy zamiast do kochającego domu, trafiły najpierw na stół operacyjny. A gdyby nie chęć zaspokojenia własnych ambicji oskarżonego, być może trafiłyby do rodzin, w których nikt nie potraktowałby je jak części zamienne dla rasowych psów. Nikt nie oczekiwałby, że będą musiały cierpieć w zamian za dom” – mówi Anna Zielińska, wiceprezes Fundacji Viva!

Źródło informacji: Fundacja Viva!

Google News

Bądź na bieżąco. Obserwuj nas w Google News!

Może Cię zainteresować

Komentarze

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Odpady w Nowej Gospodarce

Nowe w kategorii

Wesprzyj nas!

Dołącz do społeczności ekoetos.pl i wspieraj naszą misję! Dzięki Twojemu wsparciu będziemy mogli tworzyć jeszcze więcej wartościowych treści i rozwijać nowe funkcjonalności portalu. Dziękujemy!
Postaw nam kawę na buycoffee.to

Bądź na bieżąco!

Nie lubisz spamu? Świetnie! My gramy czysto. Cenimy Twój czas i nie zasypiemy Cię nieistotnymi wiadomościami.
Zapisz się do newslettera i bądź krok przed innymi!
Wkrótce finał walki o sprawiedliwą karę dla okrutnego weterynarza | ekoetos.pl