Eksperci obalają mity o końskim wysiłku: piana nie oznacza wycieńczenia

Eksperci obalają mity o końskim wysiłku: piana nie oznacza wycieńczenia
Eksperci obalają mity o końskim wysiłku: piana nie oznacza wycieńczenia Źródło zdjęcia: Pixabay

Spieniony pot, ciężki oddech i wysokie tętno po wysiłku dla wielu osób są dowodem, że koń jest skrajnie wyczerpany. Weterynarze tłumaczą, że to często prawidłowe reakcje fizjologiczne. O kondycji zwierzęcia decydują badania, a nie obrazy z mediów społecznościowych.

Spieniony pot, przyspieszony oddech czy wysokie tętno po wysiłku dla wielu turystów są dowodem wycieńczenia koni z Morskiego Oka. Czy rzeczywiście? O fizjologii końskiego organizmu, wynikach wieloletnich badań naukowych oraz faktach i mitach narosłych wokół transportu konnego PAP rozmawiała z dr. n. wet. Markiem Tischnerem z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, specjalistą chorób i rozrodu koni oraz lekarzem weterynarii Polskiego Związku Jeździeckiego, i lek. wet. Aleksandrą Gospodarczyk z Katedry Chorób Dużych Zwierząt SGGW w Warszawie, specjalistką medycyny koni.

PAP: Od kilkunastu lat transport konny do Morskiego Oka budzi ogromne emocje. Czy to właśnie ten spór był impulsem do rozpoczęcia badań naukowych?

Dr Marek Tischner.: Badania rozpoczęto ponad 15 lat temu na wniosek Tatrzańskiego Parku Narodowego po głośnym przypadku konia Jordka, który w wyniku zachorowania na mięśniochwat upadł na trasie do Morskiego Oka. To wydarzenie stało się impulsem do uporządkowania zasad pracy koni na trasie. Najpierw wprowadzono rygorystyczny regulamin przewozów, a następnie rozpoczęto systematyczne badania weterynaryjne. Z czasem wypracowano model, który funkcjonuje do dziś – wszystkie konie przechodzą obowiązkowe badania przed rozpoczęciem sezonu, a równolegle prowadzimy badania naukowe dotyczące ich wydolności.

PAP: W debacie często pojawia się zarzut, że badania obejmują tylko wybrane konie. Jak wygląda to w praktyce?

M.T: Nie wybieramy zwierząt do badań według własnego uznania. Wszystkie konie, które mają pracować na trasie do Morskiego Oka, muszą przejść obowiązkowe badania weterynaryjne przed sezonem. Każdego roku jest ich około trzystu. Jeżeli koń nie uzyska pozytywnej oceny całej Komisji, nie zostaje dopuszczony do pracy.

PAP: Co dokładnie obejmuje taka kwalifikacja?

M.T: To kilkuetapowe badanie. Najpierw oceniamy ogólny stan zdrowia – między innymi tętno, oddechy i stopień nawodnienia. Następnie koń przechodzi badanie ortopedyczne, podczas którego szczegółowo oceniany jest cały aparat ruchu, kończyny – ze szczególnym uwzględnieniem stanu kopyt. Na osobnym stanowisku, specjalista hipolog (zootechnik) kontroluje kondycję zwierząt i stan uprzęży. Dopiero później wykonuje kurs z pasażerami, a na górnym parkingu ponownie oceniamy jego reakcję na wysiłek i tempo regeneracji.

PAP: Kto bierze udział w takich badaniach?

M.T: Komisję tworzą lekarze weterynarii specjaliści chorób koni oraz hipolodzy. Każdy odpowiada za inny element oceny. Badania prowadzone są niezależnie przez kilka osób, a każdy członek komisji sporządza własny raport.

PAP: Organizacje społeczne czasem kwestionują niezależność takich badań. Czy zdarza się, że członkowie komisji dochodzą do zupełnie różnych wniosków?

M.T: W komisji uczestniczą również lekarze wskazywani przez organizacje zajmujące się ochroną zwierząt. Oczywiście zdarzały się różnice w interpretacji drobnych szczegółów, ale nie dotyczyły one zasadniczej oceny stanu zdrowia koni. Gdyby choć jeden z członków komisji uznał, że zwierzę nie powinno pracować, koń nie zostałby dopuszczony do przewozów.

PAP: Gdy w upalny dzień turysta widzi na końskich nogach i bokach gęstą białą pianę, często uznaje ją za dowód skrajnego wyczerpania zwierzęcia. Czym ona właściwie jest?

Aleksandra Gospodarczyk: To po prostu spieniony pot. Żeby zrozumieć, skąd się bierze, trzeba wiedzieć, jak koń reguluje temperaturę swojego organizmu. Poci się całym ciałem i ma kilkakrotnie więcej gruczołów potowych na centymetr kwadratowy skóry niż człowiek. To niezbędne, bo podczas pracy jego mięśnie wytwarzają ogromne ilości ciepła. Koń jest z natury atletą, a jego organizm został przystosowany do długotrwałego wysiłku i skutecznego chłodzenia. U człowieka pot spływa po skórze, natomiast u konia sytuacja jest bardziej złożona, ponieważ ciało pokrywa gęsta sierść. Chroni ona przed deszczem i zimnem, ale jednocześnie utrudnia odprowadzanie wilgoci. Poza tym koński pot zawiera charakterystyczne białko – laterynę. Działa ono jak naturalny środek powierzchniowo czynny: zmniejsza napięcie powierzchniowe potu, powoduje jego spienienie i ułatwia przenikanie wilgoci przez sierść. Dzięki temu zwiększa się powierzchnia parowania, a organizm skuteczniej oddaje nadmiar ciepła.

PAP: Wielu ludzi porównuje konie do psów. Widząc spocone zwierzę, są przekonani, że dzieje się coś niepokojącego. Tymczasem psy chłodzą organizm zupełnie inaczej.

A.G.: Tak. Psy praktycznie się nie pocą – poza opuszkami łap – i regulują temperaturę głównie poprzez ziajanie. Koń nie ma takiej możliwości – oddaje ciepło przede wszystkim przez wydzielanie potu na całej powierzchni ciała. To dwie zupełnie różne strategie fizjologiczne. Problem polega na tym, że dziś coraz mniej osób ma na co dzień kontakt z dużymi zwierzętami. Większość zna psy i koty, dlatego intuicyjnie przenosi ich zachowania na konie. Tymczasem koń po wysiłku będzie wyglądał inaczej niż pies. To, co laikowi wydaje się objawem skrajnego zmęczenia, jest często całkowicie prawidłową reakcją organizmu. Biała piana może wyglądać niepokojąco, ale sama w sobie nie jest objawem choroby ani wycieńczenia. Jest elementem prawidłowej fizjologii.

PAP: Wielu osobom trudno uwierzyć, że tak intensywnie spocony koń może nadal pozostawać w dobrej kondycji. Jak duży wysiłek jest w stanie znieść organizm zdrowego konia?

A.G.: Trzeba pamiętać, że koń jest zwierzęciem wyselekcjonowanym do wysiłku. Jego organizm został przystosowany do długotrwałej pracy, a mięśnie podczas wysiłku wytwarzają ogromne ilości ciepła. Dla zobrazowania skali można przywołać porównanie używane w literaturze weterynaryjnej – około pół godziny pracy konia oznacza produkcję takiej ilości energii cieplnej, która wystarczyłaby do stopienia wanny lodu. Dlatego sprawne chłodzenie organizmu jest dla niego sprawą kluczową, a spieniony pot jest elementem tego mechanizmu, a nie objawem wycieńczenia.

PAP: Podobne emocje budzą nagrania koni, które po wejściu na trasę głęboko oddychają i – jak mówią internauci – „pompują chrapami”. Gdzie z punktu widzenia lekarza weterynarii kończy się naturalna reakcja organizmu na wysiłek, a zaczyna stan, który powinien budzić niepokój?

A.G.: Koń oddycha wyłącznie przez nozdrza, nie może zaczerpnąć powietrza przez otwarty pysk. Dlatego po wysiłku intensywniejsza praca chrap jest całkowicie naturalna. Organizm potrzebuje więcej tlenu, aby przywrócić równowagę fizjologiczną. Samo przyspieszenie oddechu nie jest więc niczym niepokojącym. Kluczowe jest to, jak szybko parametry życiowe wracają do normy. Jeżeli po kilkunastu minutach oddech się uspokaja, koń przestaje intensywnie pracować tłocznią brzuszną, a tętno systematycznie spada, oznacza to, że regeneracja przebiega prawidłowo. Można to porównać do człowieka, który wszedł na stromą górę. Przez kilka minut oddycha szybciej, ale nie oznacza to jeszcze, że jego organizm znajduje się w stanie zagrożenia. Liczy się tempo powrotu do równowagi.

PAP: W debacie o koniach z Morskiego Oka często pojawiają się zdjęcia i nagrania, które mają świadczyć o przeciążeniu zwierząt. Państwo oceniacie ich kondycję nie na podstawie badań. Jak one wyglądają?

M.T.: Nie oceniamy konia na podstawie tego, że jest spocony albo intensywnie oddycha. Interesuje nas to, jak jego organizm reaguje na wysiłek i jak szybko wraca do równowagi. Dlatego wykonujemy serię pomiarów tętna. Pierwszy jeszcze przed rozpoczęciem pracy, gdy konie stoją na dolnym parkingu. Drugi – bezpośrednio po zakończeniu podjazdu. Trzeci – po dziesięciu minutach odpoczynku. Najważniejsza nie jest sama wartość tętna po wysiłku, bo ta – co oczywiste – wzrasta. Kluczowe jest tempo jego spadku. To ono pokazuje, jak organizm radzi sobie z regeneracją i czy wysiłek był adekwatny do możliwości danego zwierzęcia.

PAP: Jednym z parametrów, które analizowaliście, jest Wskaźnik Skuteczności Restytucji(WSR). Brzmi naukowo, ale odpowiada na bardzo proste pytanie: jak szybko koń wraca do siebie po wysiłku.

A.G.: To wskaźnik wykorzystywany również w medycynie sportowej, pozwalający ocenić skuteczność regeneracji organizmu po wysiłku. W przypadku koni pracujących na trasie do Morskiego Oka obserwujemy przede wszystkim tempo spadku tętna. U większości badanych zwierząt już po dziesięciu minutach osiąga ono wartości świadczące o prawidłowej regeneracji. To oznacza, że organizm skutecznie wraca do równowagi. Oczywiście każdy koń jest inny. Pod uwagę bierzemy jego wiek, stopień wytrenowania, kondycję i doświadczenie. Nie oceniamy całego stada jedną miarą.

PAP: Czyli sam fakt, że koń po wejściu na górę ma wysokie tętno, nie jest jeszcze powodem do niepokoju?

A.G.: Nie. Gdyby po intensywnym wysiłku tętno nie wzrosło, dopiero byłoby to niepokojące. Pytanie nie brzmi: „jak wysokie było tętno?”, lecz: „jak szybko zaczęło spadać?”. To właśnie tempo regeneracji najlepiej pokazuje wydolność organizmu. W medycynie weterynaryjnej od lat korzystamy z doświadczeń sportów jeździeckich. Konie startujące w rajdach długodystansowych również przechodzą kontrole, podczas których ocenia się tempo powrotu parametrów życiowych do normy. To uznana metoda oceny wydolności, a nie rozwiązanie stworzone specjalnie na potrzeby badań prowadzonych w Morskim Oku.

PAP: Ocenialiście również markery biochemiczne krwi, między innymi poziom kwasu mlekowego i kinazy kreatynowej. Co mówią one o stanie mięśni?

A.G.: To bardzo czułe wskaźniki, które pozwalają ocenić, czy w mięśniach doszło do uszkodzeń albo czy wysiłek był na tyle duży, że organizm nie radzi sobie już z jego skutkami. W przypadku koni pracujących na trasie do Morskiego Oka wyniki nie wskazywały ani na uszkodzenia mięśni, ani na ich przeciążenie. Wszystkie wartości mieściły się w granicach norm fizjologicznych. Trzeba jednak pamiętać, że pojedynczego wyniku nigdy nie interpretuje się w oderwaniu od pozostałych badań. Aktywność kinazy kreatynowej może przejściowo wzrosnąć choćby po transporcie, silnym stresie czy niewielkim urazie. Dlatego w medycynie weterynaryjnej – podobnie jak w medycynie człowieka – liczy się cały obraz kliniczny, a nie jeden parametr.

AP: Jak często zdarza się, że koń nie przechodzi badań i zostaje wykluczony z pracy?

M.T: Co roku zdarza się to jednemu do trzech koni. Najczęściej chodzi o problemy ortopedyczne, rzadziej kardiologiczne. W takich przypadkach zwierzę kierowane jest na pogłębioną diagnostykę – na przykład badania obrazowe lub konsultację kardiologiczną. Dopiero po uzyskaniu opinii specjalisty zapada decyzja czy koń może wrócić do pracy.

PAP: Co ciekawe, z prowadzonych przez państwa badań wynika, że znacznie częstszym problemem nie jest niedowaga, lecz… nadwaga koni.

A.G.: To rzeczywiście zaskakuje wiele osób. W powszechnym odbiorze konie pracujące kojarzą się z wyczerpaniem i niedożywieniem, tymczasem nasze obserwacje pokazują coś odwrotnego – znacznie częściej spotykamy zwierzęta z nadmierną masą ciała. Ocenialiśmy to przy pomocy skali BCS, czyli Body Condition Score, służącej do oceny stopnia otłuszczenia. Większość badanych koni miała prawidłową kondycję, natomiast częściej niż niedowaga występowała nadwaga. To również problem zdrowotny. Nadmierna masa ciała zwiększa ryzyko zaburzeń metabolicznych, przeciąża stawy i układ ruchu, a w dłuższej perspektywie może prowadzić do schorzeń, takich jak ochwat i mięśniochwat.

PAP: Skąd bierze się ta nadwaga? W powszechnym wyobrażeniu konie pracujące powinny być raczej wychudzone.

M.T.: Paradoksalnie problem wynika często z troski właścicieli o zwierzęta. Fiakrzy chcą, żeby konie były dobrze odżywione, miały błyszczącą sierść i wyglądały zdrowo, dlatego niekiedy dostają zbyt obfite dawki paszy. Od lat przekonujemy właścicieli, że nadmierne żywienie nie służy koniom. Często wtedy słyszymy „ale jak ja mogę nie dać mu jeść tyle, ile chce, jak patrzy na mnie wymownie swoimi ślepiami…”

PAP: Często można usłyszeć, że konie przez cały dzień bez przerwy wożą turystów na trasie do Morskiego Oka. Jak wygląda ich dzień pracy?

M.T.: To jeden z najczęściej powtarzanych mitów. W praktyce koń najczęściej wykonuje jeden kurs dziennie, a dwa zdarzają się sporadycznie, tylko przy wyjątkowo dużym ruchu turystycznym. Po wejściu na Włosienicę zwierzę odpoczywa godzinę, następnie zjeżdża na dół i ponownie ma obowiązkową przerwę. Fiakrzy utrzymują kilka par koni właśnie po to, aby mogły się wymieniać. W efekcie rzeczywisty czas pracy jednego zwierzęcia wynosi około półtorej do dwóch godzin dziennie. Badania pokazują, że organizm regeneruje się szybciej, ale przyjęte regulacje są bardziej rygorystyczne niż wynikałoby to z samych parametrów fizjologicznych.

PAP: Krytycy transportu często zwracają uwagę na pracę koni podczas upałów. Jak wygląda to w praktyce?

A.G.: Warunki pogodowe są stale monitorowane. Na trasie wykorzystuje się wskaźnik Wet-Bulb Globe Temperatur, który uwzględnia nie tylko temperaturę i ruch powietrza, ale również nasłonecznienie i wilgotność, czyli rzeczywiste warunki, w jakich pracuje organizm. Jeżeli warunki stają się niekorzystne, konie są wycofywane z pracy. Na trasie znajdują się również poidła, z których zwierzęta mogą korzystać podczas kursu. W praktyce przewoźnicy także sami rezygnują z wyjazdów, gdy wysokie temperatury mogłyby negatywnie wpłynąć na dobrostan koni.

PAP: Czy można więc powiedzieć, że wyniki waszych badań przeczą obiegowej opinii, iż praca na trasie do Morskiego Oka prowadzi do wyczerpania organizmu koni?

A.G.: Nie znajduję w wynikach naszych badań potwierdzenia dla takiej tezy. Analizowaliśmy zarówno parametry kliniczne, jak i laboratoryjne. Nie obserwowaliśmy zmian wskazujących na uszkodzenie mięśni, odwodnienie czy zaburzenia metaboliczne, które świadczyłyby o przeciążeniu organizmu w obowiązującym systemie pracy. Oczywiście nie oznacza to, że wysiłek nie wywołuje żadnych zmian. Jak u każdego sportowca, po pracy pojawiają się naturalne reakcje fizjologiczne. Kluczowe jest jednak to, że organizm sprawnie wraca do równowagi.

PAP: Badania prowadziliście przez kilka sezonów. Jakie znaczenie ma to z naukowego punktu widzenia?

M.T.: Pojedynczy pomiar zawsze pokazuje jedynie wycinek rzeczywistości. My prowadziliśmy badania przez kolejne sezony, obejmując nimi średnio około 300 koni rocznie. Zwierzęta pracowały w różnych warunkach pogodowych i przy różnym natężeniu ruchu turystycznego, dzięki czemu mogliśmy sprawdzić, czy uzyskiwane wyniki są powtarzalne. Taka ciągłość jest w nauce niezwykle cenna, ponieważ pozwala porównywać wyniki uzyskiwane w różnych okresach i ocenić, czy obserwowane zjawiska mają charakter trwały. Nasze wnioski są spójne, co zwiększa wiarygodność uzyskanych rezultatów i pozwala mówić o obrazie całej populacji koni pracujących na tej trasie, a nie o pojedynczych przypadkach.

PAP: Czy to oznacza, że dyskusja o koniach pracujących na trasie do Morskiego Oka powinna opierać się przede wszystkim na danych naukowych?

A.G.: Do tego powinniśmy dążyć. To temat, który budzi ogromne emocje, bo dotyczy dobrostanu zwierząt, więc emocje są zrozumiałe, ale nie zastąpią rzetelnych badań. Im więcej mamy obiektywnych danych, tym łatwiej podejmować decyzje, które rzeczywiście służą koniom. Rolą naukowców nie jest opowiadanie się po którejkolwiek ze stron sporu, lecz dostarczanie wiarygodnych informacji. To wyniki badań powinny być punktem odniesienia dla dalszej dyskusji.

PAP: Badaliście również wpływ transportu konnego na środowisko i lokalną gospodarkę. Dlaczego?

M.T.: Bo chcieliśmy spojrzeć na ten problem całościowo. Dyskusja o transporcie do Morskiego Oka zwykle koncentruje się na dobrostanie zwierząt, ale każda decyzja dotycząca przyszłości tego miejsca ma również konsekwencje środowiskowe, społeczne i ekonomiczne. Dlatego analizowaliśmy nie tylko stan zdrowia koni, ale także skutki różnych rozwiązań dla Tatrzańskiego Parku Narodowego i mieszkańców regionu.

PAP: W debacie często pojawia się argument, że zastąpienie zaprzęgów pojazdami elektrycznymi byłoby rozwiązaniem bardziej ekologicznym.

A.G.: To hipoteza, którą również warto analizować w oparciu o dane. Sam fakt, że pojazd nie emituje spalin podczas jazdy, nie wyczerpuje tematu. Trzeba uwzględnić cały cykl jego funkcjonowania – produkcję, eksploatację, infrastrukturę, a w przypadku akumulatorów także ich późniejszy recykling. Z kolei koń funkcjonuje w systemie biologicznym i jego oddziaływanie na środowisko ma zupełnie inny charakter. Dlatego porównanie obu rozwiązań wymaga kompleksowej analizy, a nie sprowadzania dyskusji wyłącznie do rodzaju napędu.

PAP: Nie ma więc prostych odpowiedzi?

A.G.: W nauce rzadko są proste odpowiedzi na złożone problemy. Naszym zadaniem nie było rozstrzyganie, jakie rozwiązanie należy wybrać, lecz dostarczenie rzetelnych danych dotyczących zdrowia koni, ich wydolności oraz szerszego kontekstu funkcjonowania transportu do Morskiego Oka.

Rozmawiała Mira Suchodolska (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Google News

Bądź na bieżąco. Obserwuj nas w Google News!

Może Cię zainteresować

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Odpady w Nowej Gospodarce

Nowe w kategorii

Wesprzyj nas!

Dołącz do społeczności ekoetos.pl i wspieraj naszą misję! Dzięki Twojemu wsparciu będziemy mogli tworzyć jeszcze więcej wartościowych treści i rozwijać nowe funkcjonalności portalu. Dziękujemy!
Postaw nam kawę na buycoffee.to

Bądź na bieżąco!

Nie lubisz spamu? Świetnie! My gramy czysto. Cenimy Twój czas i nie zasypiemy Cię nieistotnymi wiadomościami.
Zapisz się do newslettera i bądź krok przed innymi!