Martwe ryby, brązowa oleista substancja oraz piana w wodzie świadczą o jednym – poważnym zanieczyszczeniu w rzece Wkra. Pogorszenie stanu wody rozpoczęło się od miejscowości Lubowidz i rozprzestrzenia się w dopływy rzeki. Co jest przyczyną zatrucia rzeki Wkry? Zaniepokojeni mieszkańcy apelują o pomoc w oczyszczeniu wody i uratowania ukochanego ekosystemu.
11 sierpnia 2025 roku Strażnicy Rzek WWF zostali poinformowani o niepokojącym zanieczyszczeniu rzeki Wkra w okolicach Lubowidza. Po pierwszych oględzinach stwierdzono występowanie oleistej substancji o brunatnym zabarwieniu i gryzącym zapachu. Na powierzchni pojawiła się również piana oraz martwe ryby unoszące się w wodzie.
Rzeka w tym momencie była już w stanie krytycznym, a nikt nie zawiadomił mieszkańców o zbliżającym się zagrożeniu z górnej części rzeki, co doprowadziło do masowego pomoru ryb w jej dolnej części.
„Niestety nikt nas nie poinformował o niczym ani władze, ani mieszkańcy, a sytuacja się rozwijała. Nikt nie mówił, że to się dzieje od ponad tygodnia i nie byliśmy przygotowani” – w wywiadzie dla ekoetos.pl opowiada zdruzgotana sytuacją pani Zofia Leszczyńska-Niziołek, inicjatorka akcji ratowniczej Wkry.

Potężne zatrucie we Wrze — setki kilogramów martwych ryb
Zanieczyszczenie rzeki niestety nie zatrzymało się na jednym odcinku, a postępuje w stronę kolejnych dopływów oraz miejscowości. Obecnie obejmuje już 55 kilometrów, na odcinku Lubowidza, Brudnic i Poniatowa.
Pierwsze sygnały, że rzeka nie jest zdrowa, wysyłane były przez wędkarzy już tydzień wcześniej. Zaobserwowali mętną brunatną wodę oraz dziwne zachowania ryb tzw. „dzióbkowanie”, czyli próby zaczerpnięcia powietrza z powierzchniowych warstw wody. Jest to niestety jedyna szansa dla mniejszych gatunków: „małe rybki mogą pozyskać z warstwy powierzchniowej tlen, jednak duże już nie. Mają one większe zapotrzebowanie i większe dzióbki” – tłumaczy redakcji ekoetos.pl pani Zofia Leszczyńska-Niziołek. Wtedy już pojawiały się pierwsze śnięte osobniki.
Zatrucie spowodowało ograniczenie dostępności tlenu w rzece, a w niektórych jego fragmentach nawet zerowy poziom tego życiodajnego pierwiastka. Obecnie według oficjalnych danych, służby wyłowiły około 600 kilogramów martwych ryb.
Mieszkańcy Brudnicy są jednak innego zdania i mówią o tonach strat. „To są tony ryb! Nie licząc tysięcy osobników, które zostały wylane na łąki i ich nikt nie zbierał, a truchła stały się pożywieniem dla ptaków. One tam wpłynęły, żeby się ratować, zatrzymywały się w spokojnych zatoczkach, bo nie były w stanie utrzymać się w nurcie rzeki. Płytkie wody się aż skrzyły od ryb próbujących złapać powietrze” – opisuje dramatyczną sytuację pani Zofia.
„Nie poddajemy się” – mieszkańcy i służby w walce o rzekę Wkra
„Ryby umierają na naszych oczach, ponad metrowe zdrowe szczupaki, medalowe liny, wielkie okonie — duszą się. OSP zaczyna napowietrzać rzekę. Do północy mieszkańcy ratują reproduktory i przerzucają do bardziej natlenionej wody” – opisuje na Facebook’u lokalne starania z dnia 13 sierpnia profil Brudnice nad Wkrą.

Akcja ratowania rzeki spadła na głowy mieszkańców lokalnych miejscowości oraz gminnych służb. Do piątku 15 sierpnia walczyli sami, konsultując się z ichtiologiem i korzystając z dostępnych napowietrzaczy oraz pomp. Niestety w ciągu pierwszych dwóch dni umarły wszystkie duże ryby.
„Tak wygląda nasz dzień. Zbieramy padlinę, wyławiamy słabnące ryby, natleniamy i dajemy im szansę na przeżycie w bardziej natlenionej części, poniżej jazu. Chodzą pompy i napowietrzają rzekę” – opisują swój dzień walki z katastrofą ekologiczną na Facebook’u Brudnice nad Wkrą.
Zorganizowana akcja ratownicza dla ryb w rzece przebiegała w głównej mierze dzięki mieszkańcom oraz wolontariuszom z całej Polski. Ryby które przeżyły, zostały transportowane do specjalnych basenów (jednego z napowietrzoną wodą z rzeki, kolejnego z wymieszaną wodą z hydrantu i rzeki i trzeciego z wodą z samego hydrantu), aby zostać wypuszczone kiedy sytuacja ulegnie poprawie. Wolontariusze dostawali również rękawiczki, worki i kajaki sprzątając rzekę z martwych ryb na powierzchni i na dnie rzeki.
Ogromne zaangażowanie mieszkańców zaalarmowało o problemie telewizje, darczyńców oraz specjalistów, co zaowocowało zwołaniem pilnego sztabu kryzysowego. W nocy z soboty na niedzielę udało się – przysłano profesjonalny sprzęt: aeratory z ręki wojewody oraz koordynujących je specjalistów z Wód Polskich. Urządzenia te mają natlenić wodę w rzece, poprawiając jakość wody i uratować organizmy, które przetrwały do tej pory.
Niestety działania te nie przywrócą już życia ogromnym ilościom wielkich ryb. Mieszkańcy apelują, że pomoc przyszła za późno i w niewystarczających ilościach. „Straż zamontowała aeratory dopiero teraz, gdy jest już za późno. Wcześniej PSP napowietrzało wodę zaledwie przez 7 godzin, a OSP w kilkanaście godzin w dwóch pierwszych dniach wyczerpało fundusz kryzysowy gminy (bo dla gminy to katastrofa na zbyt dużą skalę). Jest to zdecydowanie niewystarczająco na tak długi – 5-dniowy okres od początku akcji ratowniczej” – zwraca uwagę pani Zofia w wywiadzie dla ekoetos.pl.
Aktualna sytuacja w rzece Wkra – dramatyczna sytuacja ulega stopniowej poprawie
„Poziom wody się obniżył na całej długości, woda płynie wartko, czemu sprzyja mocny wiatr tworzący zmarszczki na wodzie, utleniając ją. Kolejną dobrą wiadomością jest spadek temperatury. Te trzy rzeczy bardzo pomogły i wieczorem odnotowano poprawę – wydaje się, że jutro będzie lepiej” – opowiada w niedzielę (17.08.2025), po wieczornej kontroli poziomu natlenienia rzeki pani Zofia.

Pomiary zawartości tlenu również zwiastują dobre wiadomości. Według pani Zofii dziś rano zawartość tlenu przed aeratorami wynosiła 0.2 mg/l, a do wieczora poprawiła się do 0.6 mg/l, a nawet 1.18 mg/l za aeratorami. Zauważa jednak, że wciąż jest to bardzo niski stan, ponieważ za stabilny uznaje się wartości 5-6 mg/l. Po konsultacji z ichtiologiem mieszkańcy mogą rozpocząć proces wypuszczania ocalałych ryb z basenów.
„Gdybyśmy wiedzieli wcześniej, bylibyśmy przygotowani. Mielibyśmy baseny i wyławialibyśmy wszystkie duże ryby. Uważam, że moglibyśmy w ten sposób uratować większość z nich, gdybyśmy dostali wcześniej informację o stanie rzeki i przemieszczającym się w naszą stronę zanieczyszczeniu” – oznajmia z żalem pani Zofia z Brudnic – „Sytuacja ta nas jednak dużo nauczyła. Przygotowaliśmy postulaty oraz wnioski m.in. o bojki pomiarowe, aby uniknąć takiej sytuacji w przyszłości”.

Jakie są przyczyny zatrucia rzeki Wkra?
Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska (WIOŚ) pobrał próbki wody w Lubowidzu, Brudnicach oraz Poniatowie. Do tej pory ustalono bardzo niski lub zerowy poziom tlenu. Nie wykazano obecności substancji komunalnych i ropopochodnych. Czekamy na oficjalne wyniki badań laboratoryjnych.
„Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Olsztynie wstępnie wykluczył zanieczyszczenie wód ściekami. Analiza wykonana na miejscu wskazuje, że najbardziej prawdopodobną przyczyną zmiany stanu rzeki jest właśnie torf, który napłynął do rzeki” – przekazuje w oficjalnym komunikacie Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Warszawie.
Intensywne opady deszczu w województwie warmińsko-mazurskim spowodowały zalanie terenów zielonych i uprawnych używających nawozy sztuczne i naturalne. To właśnie w tych okolicach zauważono najwięcej śniętych ryb.
„W niektórych miejscach występują również obszary torfowe, w których podczas suszy panują warunki beztlenowe. Gdy poziom wody w rzece zaczął opadać, woda zalegająca wcześniej na polach spłynęła z powrotem do koryta, niosąc wszystko, co na nich zalegało, m.in. cząstki torfu. Torfy, które dostały się do rzeki zmieniły zabarwienie wody oraz spowodowały obniżenie w niej zawartości tlenu” – wyjaśnia prawdopodobne przyczyny zatrucia Wkry, Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej.
Dzięki mobilizacji mieszkańców są szanse na uratowanie ukochanego przez nich ekosystemu rzeki Wkry.
Źródła:












